Ja jednak go nie zauważyłam. Próbowałam wyrwać się od Justina ale ten nie dawał za wygraną. Nie miała wystarczająco siły. Zaczęłam płakać i jak tylko mi się udawało krzyczeć. Nagle Podbiegł Austin i odepchnął Justina ode mnie. Strzelił mu mocno z pięści.
-Jeszcze raz ją dotkniesz gnoju. Za dużo się przez ciebie nacierpiała? Wypierdalaj!
Justin z zakrwawionym nosem wyszedł ze szkoły.
Austin mocno mnie przytulił.
-Już jest okey, mała. Nic nigdy Ci nie zrobi.
-Austin... musimy pogadać. Chce Ci powiedz wszystko.
-Dobrze! A więc chodz.
Poszliśmy na jakiś stary opuszczony dom.
-Nie będziesz się bała- Zaśmiał się.
-Austin! Chcę Ci wszystko powiedz. O Justinie, o przyjaciołach i... o moim życiu. Jednak musisz obiecać, że nikomu nie powiesz!
-Miley obiecuje.
-A więc tak. Mam swój własny gang. Justin to szef drugiego gangu... Moi przyjaciele? To moja załoga. W życiu zabiłam wiele ludzi... Z Justinem NIGDY się nie lubiliśmy. Dopiero krótko zanim cię poznałam przez jakąś kłotnie z gangiem Biebera miałam udawać, że jestem w nim zauroczona. Miałam go uwieść, żeby ten się zakochał. Jednak chyba było inaczej. To ja się w nim zakochałam...
-Ale ty jesteś idiotką!- Szyderczo się zaśmiał. Po chwili wyciągnął pistolet i przystawił mi go do głowy. Sądzisz, że o niczym nie wiedziałem? Hhahah zabawna jesteś. Ostatnie słowo?
-Nie rób mi nic... - Powiedziałam wystraszona.
Nagle coś strzeliło. Zamknęłam oczy. Jednak strzał nie był skierowny do mnie, tylko do Austina.
Chłopak upadł a krew lała się po całej ziemi. Spojrzałam na spawce- Justin.
Podbiegł do mnie, wziął na ręcę i wyszedł z budynku. Zapłakana mocno objełam jego szyje.
-Cii już dobrze. - Powiedział po czym posadził mnie w aucie. Dojechaliśmy do mojego domu. Tak jak poprzednio wziął mnie na ręcę i zaniósł do pokoju.
-Miley...
-Justin... Przepraszam.
-O co Ci chodziło z tym wypierdalaj? Nie rozumiem. Strasznie mi się przykro wtedy zrobiło...
-A te laski z jakimi stałeś pod szkołą.
-Co kurwa? Kiedy?
-Hmm wczoraj?
-Co wczoraj się spozniłem na lekcje ...
-CO? Jak to?
-Aaa chodzi Ci o tego nowego? Ee Drey? Czy jak mu tam? Wszyscy mówią, że jest prawie identyczny.
-Boże Justin przepraszam.
-Jest ok mało. - Powiedział po czym musnął moje usta.
poniedziałek, 14 października 2013
niedziela, 6 października 2013
Rozdział chyba 14 xd
Hmm na początek powiem wam tak . Wczoraj było 47 wyświetleń! Poprawia się :)
....................................................................................................................... Najgorsze. Przejść teraz, nie płacząc widząc Justina. Dlaczego on wtedy wyszedł? Co jeszcze sie stanie?
Wyszłam z samolotu. Poszłam po bagaż a następnie jak najszybciej wziełam Taxi. Pojechała do domu. Gdy już dotarłam otworzyłam szybko drzwi i poszłam do siebie. Przebrałam na zielone, podarte, którkie szorty i zieloną koszule która była to półowy zapięta a dalej związana. Do tego ubrałam zielone vansy w czarne kropki. Tak wyszłam z domu. Bez niczego. Telefonu, pieniedzy. Niczego! Najpierw poszłam na plaże. Przesiedział schowana w skałach, leżąc z dobre 3 godziny. Następnie poszłam na spacer po parku. Siedziałam koło fontanny i rozmyślałam. Nawet niezauwarzyłam, że usiadł obok mnie nie znajomy chłopak.
Przystojny, grzywka, czapka "beanie", czarna bluza z kapturem i do tego czarne spodnie do półowy bokserek. Na nogach miał ubrane szaro-czarne air maxy. Wyglądał nieziemsko.
-Jestem Austin. - Szeroko się do mnie uśmiechnął.
-Hej, Miley- Odpowiedziałam.
-Co tu taka ładna dziewczyna robi sama?-Zaśmiał się.
-Sama owszem. Ładna wątpie.
-Ej więcej wiary w siebie- walnął mnie lekko w ramie.- Chciałabyś się gdzieś przejść?
-Wiesz co musze do domu wracać. - Posmutniał. - Może podam Ci swój numer?
-Jasne - uśmiechnął się po czym podał mi telefon.
Zapisałam numer i poszłam do domu.
Przebrałam się w luzne dresy i dużą białą koszulkę Justina. Poszłam do sklepu po Chipy i 20 puszek pepsi. Gdy wrócił namówiłam mój gang na seans. Włączyliśmy "Akademia Horroru"
W pewnych momentach się bałam ale tego nie pokazywałam. Gdy horror się skończył poszłam do siebie. Spojrzałam na Iphona. Żadnych wiadomości ani czegokolwiek od Justina. Położyłam się do łóżka i zasnełam. Rano obudził mnie dzwięk mojego budzika. Szkoła. Ubrałam dzinsowe, podarte szorty i białą koszulke z "radyjkiem" z widocznym stanikiem po bokach. Koszulke włożyłam w spodenki. Do tego ubrałam biało-różowo-niebieskie air maxy. Założyłam torbe przez ramie i włożyłam do niej porfel i IPhona. Po chwili wyszłam z domu. Zaczekałam jeszcze na Honi i poszliśmy razem do szkoły. Gdy dochodziliśmy- Bieber w własnej osobie. Za nim kilka lasek. Cheeldederek.
-Co on kurwa odpierdala?- Krzyknełam.
Podeszłam do niego i strzeliłam mu prosto w twarz.
-Jesteś pieprzonym lovelasem. Nie chcem cię znać cwelu. - Jeszcze raz moja dłoń skierowała się na twarz Biebera.
Z płaczem pobiegłam w inną strone. Kto mnie zobaczył? Austin. Co on tu robił?
Po chwili dogonił mnie.
-Ej mała... co się stało? Kto to był?
Spojrzałam się na w kierunku miejsca Biebera. Śmiał się jak idiota. Pokazywał na mnie palcem.
-To? Przeszłość.
Austin mocno mnie przytulił. Jak się czułam? Nieziemsko. Był silny.
-Dziekuje- Powiedziałam i się od niego odsunełam.
-Jebać szkołe. Chodz pokaże Ci coś.
-A tak wogóle do jakiej ty chodzisz szkoły?
-No od dzisiaj do tej.
-Ohohoh to będziemy kolegami.
Austin delikatnie się uśmiechnął.
-Idziemy?
-Jasne. Gdzie?
-Zobaczysz. - Odpowiedział.
Szliśmy z 15 minut. Doszliśmy na wysoką górę z widokiem na okolice. Ślicznie!!
Gadaliśmy jak starzy kumple. Czułam, że moge mu powiedzieć WSZYSTKO. W sumie zapomniałam o Justinie... Do teraz...
-Shawty? -Zapytał niepewnie.
-Nom?- Uśmiechnełam się.
-Powiesz mi dokładnie o co chodzi z Justinem?
Westchnełam.
-Austin mam pełno tajemnic. Związane właśnie z nim. To jeszcze nie czas, żebym Ci to wszystko powiedziała. Przepraszam.- Wstałam i się otrzepałam.
-Ej gdzie idziesz?
-Sory, ale musze jeszcze coś załatwić.
-No dobrze - Posmutniał. Delikatnie musnełam jego policzek i odeszłam. Na piechote poszłam do domu gangu Biebera.
Otworzyła mi Gomez.
-O Miley! Wchodz. - Uśmiechneła się. Jak byliśmy Z Justinem strasznie sie polubiliśmy z Gomez, Bens itd.
-Cześć. - Powiedziałam.
-Hm Justina nie ma...
-Spodziewałam się tego...Mam tylko prośbe! Przekażesz mu ten list?
-Tak, oczywiście.
Wyszłam z domu i poszłam do swojego. Tam czekali wszyscy.
-O Miley kochanie! Idziemy na zakupy. Idziesz też?- Zapytała Fenty.
-Nie dziekuje. Ja się fatalnie czuje. - Odpowiedziałam. - Pójde do siebie...
-Miley zostane z tobą! - Powiedział Rayan.
-Nie, idz. Serio. - Odpowiedziałam.
-No ok...
Po chwili wszyscy wyszli.
Poszłam do siebie i zaczełam płakać.
*earlier*
Gdy siedziałam tak w nocy postanowiłam napisać list do Justina.
"Co się z nami stało? Z tym co było? Czemu uciekłeś? Przecież nasza miłość była piękna. Teraz pryskła jak bańka mydlana. To dla ciebie się nie liczyło? To że byłeś najważniejszy? To, że cie kochałam? To że byłeś moim powodem do życia?"
Potem poszłam spać. Rano obudził mnie mój budzik...
*Powrót*
Dalej płakałam. Chciałam, żeby to był Zły sen. Jednak to było na jawie. Nienawidziłam siebie. Jak mogłam mu zaufać? Jest nikim. Nie znoszę go.
Ubrałam dużą białą koszulke Justina. Była przepełniona jego zapachem.
Położyłam się do łóżką i przepłakałam całe popołudnie. Potem zasnełam...
Rano obudził mnie znowu dzwiek budzika. Wstałam i poszłam do mojej łazienki. Popatrzałam w lustro. Wyglądał strasznie. Całe opuchnięte oczy i rozmazane od tuszu. Szybko obmyłam całą twarz i weszłam pod prysznic. Gdy się umyłam wysuszyłam włosy i ubrałam -

Podkręciłam włosy (Tak jak widać na obrazku) i ubrałam miętowe vansy. Na koniec zrobiłam mocny makijaż. Czarne kreski do tego czarno-miętowy cień do powiek. Jeszcze tusz i delikatna czerwona szminka.
Wziałam jeszcze torbe i zeszłam na dół. Poszłam po swoje auto. Pojechałam do szkoły. Gdy wyszłam z auta każdy wzrok był skierowany na mnie. Nie chętnie poszłam do szkoły. Podeszłam do swojej szafki. Wziełam potrzebne książki. Podeszdł Justin.
-Wypierdalaj.
-O co Ci chodzi?
Myślałam, że zaraz wybuchne.
Ominełam go. Ten złapał mój nadgarstek.
-MILEY!
-WYPIERDALAJ. PRZELITEROWAĆ?! W Y P I E R D A L A J.
Wyrwałam dłoń z jego uścisku. Poszłam na lekcje. Usiadłam w ławce. Oczywiście obok mnie musiał usiąść Bieber. Ja pierdole.
Lekcja mineło spokojnie. Oprócz nachalnego Biebera!! Co chwili rzucał mi karteczki. Jak jakieś dziecko.
W końcu krzyknełam "WYPIERDALAJ KURWA"
-Miley do dyrektora- Powiedział nauczyciel fizyki.
-ALE TO JEGO WINA!- Wzkazałam na Justina.
-Dobrze, Justin ty pójdziesz z nią.
Gdy szliśmy przez korytarz Justin przywarł mnie do ściany i pocałował. Akurat zobaczył to Austin...
_______________________________
Wyjaśnijmy kilka rzeczy. Dobrze mam co chwile wymówki. Jednak są one prawdziwe. Dużo osób mówi, że ten ostatni blog jest beznadziejny. Dlatego chyba przestaje go pisać... Skupie się na tym blogu i na żadnym innym. Jak myslicie?
....................................................................................................................... Najgorsze. Przejść teraz, nie płacząc widząc Justina. Dlaczego on wtedy wyszedł? Co jeszcze sie stanie?
Wyszłam z samolotu. Poszłam po bagaż a następnie jak najszybciej wziełam Taxi. Pojechała do domu. Gdy już dotarłam otworzyłam szybko drzwi i poszłam do siebie. Przebrałam na zielone, podarte, którkie szorty i zieloną koszule która była to półowy zapięta a dalej związana. Do tego ubrałam zielone vansy w czarne kropki. Tak wyszłam z domu. Bez niczego. Telefonu, pieniedzy. Niczego! Najpierw poszłam na plaże. Przesiedział schowana w skałach, leżąc z dobre 3 godziny. Następnie poszłam na spacer po parku. Siedziałam koło fontanny i rozmyślałam. Nawet niezauwarzyłam, że usiadł obok mnie nie znajomy chłopak.
-Jestem Austin. - Szeroko się do mnie uśmiechnął.
-Hej, Miley- Odpowiedziałam.
-Co tu taka ładna dziewczyna robi sama?-Zaśmiał się.
-Sama owszem. Ładna wątpie.
-Ej więcej wiary w siebie- walnął mnie lekko w ramie.- Chciałabyś się gdzieś przejść?
-Wiesz co musze do domu wracać. - Posmutniał. - Może podam Ci swój numer?
-Jasne - uśmiechnął się po czym podał mi telefon.
Zapisałam numer i poszłam do domu.
Przebrałam się w luzne dresy i dużą białą koszulkę Justina. Poszłam do sklepu po Chipy i 20 puszek pepsi. Gdy wrócił namówiłam mój gang na seans. Włączyliśmy "Akademia Horroru"
W pewnych momentach się bałam ale tego nie pokazywałam. Gdy horror się skończył poszłam do siebie. Spojrzałam na Iphona. Żadnych wiadomości ani czegokolwiek od Justina. Położyłam się do łóżka i zasnełam. Rano obudził mnie dzwięk mojego budzika. Szkoła. Ubrałam dzinsowe, podarte szorty i białą koszulke z "radyjkiem" z widocznym stanikiem po bokach. Koszulke włożyłam w spodenki. Do tego ubrałam biało-różowo-niebieskie air maxy. Założyłam torbe przez ramie i włożyłam do niej porfel i IPhona. Po chwili wyszłam z domu. Zaczekałam jeszcze na Honi i poszliśmy razem do szkoły. Gdy dochodziliśmy- Bieber w własnej osobie. Za nim kilka lasek. Cheeldederek.
-Co on kurwa odpierdala?- Krzyknełam.
Podeszłam do niego i strzeliłam mu prosto w twarz.
-Jesteś pieprzonym lovelasem. Nie chcem cię znać cwelu. - Jeszcze raz moja dłoń skierowała się na twarz Biebera.
Z płaczem pobiegłam w inną strone. Kto mnie zobaczył? Austin. Co on tu robił?
Po chwili dogonił mnie.
-Ej mała... co się stało? Kto to był?
Spojrzałam się na w kierunku miejsca Biebera. Śmiał się jak idiota. Pokazywał na mnie palcem.
-To? Przeszłość.
Austin mocno mnie przytulił. Jak się czułam? Nieziemsko. Był silny.
-Dziekuje- Powiedziałam i się od niego odsunełam.
-Jebać szkołe. Chodz pokaże Ci coś.
-A tak wogóle do jakiej ty chodzisz szkoły?
-No od dzisiaj do tej.
-Ohohoh to będziemy kolegami.
Austin delikatnie się uśmiechnął.
-Idziemy?
-Jasne. Gdzie?
-Zobaczysz. - Odpowiedział.
Szliśmy z 15 minut. Doszliśmy na wysoką górę z widokiem na okolice. Ślicznie!!
Gadaliśmy jak starzy kumple. Czułam, że moge mu powiedzieć WSZYSTKO. W sumie zapomniałam o Justinie... Do teraz...
-Shawty? -Zapytał niepewnie.
-Nom?- Uśmiechnełam się.
-Powiesz mi dokładnie o co chodzi z Justinem?
Westchnełam.
-Austin mam pełno tajemnic. Związane właśnie z nim. To jeszcze nie czas, żebym Ci to wszystko powiedziała. Przepraszam.- Wstałam i się otrzepałam.
-Ej gdzie idziesz?
-Sory, ale musze jeszcze coś załatwić.
-No dobrze - Posmutniał. Delikatnie musnełam jego policzek i odeszłam. Na piechote poszłam do domu gangu Biebera.
Otworzyła mi Gomez.
-O Miley! Wchodz. - Uśmiechneła się. Jak byliśmy Z Justinem strasznie sie polubiliśmy z Gomez, Bens itd.
-Cześć. - Powiedziałam.
-Hm Justina nie ma...
-Spodziewałam się tego...Mam tylko prośbe! Przekażesz mu ten list?
-Tak, oczywiście.
Wyszłam z domu i poszłam do swojego. Tam czekali wszyscy.
-O Miley kochanie! Idziemy na zakupy. Idziesz też?- Zapytała Fenty.
-Nie dziekuje. Ja się fatalnie czuje. - Odpowiedziałam. - Pójde do siebie...
-Miley zostane z tobą! - Powiedział Rayan.
-Nie, idz. Serio. - Odpowiedziałam.
-No ok...
Po chwili wszyscy wyszli.
Poszłam do siebie i zaczełam płakać.
*earlier*
Gdy siedziałam tak w nocy postanowiłam napisać list do Justina.
"Co się z nami stało? Z tym co było? Czemu uciekłeś? Przecież nasza miłość była piękna. Teraz pryskła jak bańka mydlana. To dla ciebie się nie liczyło? To że byłeś najważniejszy? To, że cie kochałam? To że byłeś moim powodem do życia?"
Potem poszłam spać. Rano obudził mnie mój budzik...
*Powrót*
Dalej płakałam. Chciałam, żeby to był Zły sen. Jednak to było na jawie. Nienawidziłam siebie. Jak mogłam mu zaufać? Jest nikim. Nie znoszę go.
Ubrałam dużą białą koszulke Justina. Była przepełniona jego zapachem.
Położyłam się do łóżką i przepłakałam całe popołudnie. Potem zasnełam...
Rano obudził mnie znowu dzwiek budzika. Wstałam i poszłam do mojej łazienki. Popatrzałam w lustro. Wyglądał strasznie. Całe opuchnięte oczy i rozmazane od tuszu. Szybko obmyłam całą twarz i weszłam pod prysznic. Gdy się umyłam wysuszyłam włosy i ubrałam -
Podkręciłam włosy (Tak jak widać na obrazku) i ubrałam miętowe vansy. Na koniec zrobiłam mocny makijaż. Czarne kreski do tego czarno-miętowy cień do powiek. Jeszcze tusz i delikatna czerwona szminka.
Wziałam jeszcze torbe i zeszłam na dół. Poszłam po swoje auto. Pojechałam do szkoły. Gdy wyszłam z auta każdy wzrok był skierowany na mnie. Nie chętnie poszłam do szkoły. Podeszłam do swojej szafki. Wziełam potrzebne książki. Podeszdł Justin.
-Wypierdalaj.
-O co Ci chodzi?
Myślałam, że zaraz wybuchne.
Ominełam go. Ten złapał mój nadgarstek.
-MILEY!
-WYPIERDALAJ. PRZELITEROWAĆ?! W Y P I E R D A L A J.
Wyrwałam dłoń z jego uścisku. Poszłam na lekcje. Usiadłam w ławce. Oczywiście obok mnie musiał usiąść Bieber. Ja pierdole.
Lekcja mineło spokojnie. Oprócz nachalnego Biebera!! Co chwili rzucał mi karteczki. Jak jakieś dziecko.
W końcu krzyknełam "WYPIERDALAJ KURWA"
-Miley do dyrektora- Powiedział nauczyciel fizyki.
-ALE TO JEGO WINA!- Wzkazałam na Justina.
-Dobrze, Justin ty pójdziesz z nią.
Gdy szliśmy przez korytarz Justin przywarł mnie do ściany i pocałował. Akurat zobaczył to Austin...
_______________________________
Wyjaśnijmy kilka rzeczy. Dobrze mam co chwile wymówki. Jednak są one prawdziwe. Dużo osób mówi, że ten ostatni blog jest beznadziejny. Dlatego chyba przestaje go pisać... Skupie się na tym blogu i na żadnym innym. Jak myslicie?
sobota, 21 września 2013
Rozdział 13?
Miło spędziliśmy czas. Już o 20 lot do Vegas. Poszliśmy się przebrać. Ja ubrałam czarne getry, do tego wielką, szarą bluzke z BUKĄ. Do tego air maxy. Następnie spakowałam wszystkie ciuchy i rzeczy. Podłączyłam telefon i włączyłam telewizor. Po 15 minutach przyłączył się do mnie Justin. Oglądaliśmy "Pamiętniki wampirów". Uwielbiam to! Justina oczywiście nudziło. Komentował każdą wypowiedz aktorów. Co chwile stukałam go w ramie. Ten się tylko śmiał i robił mi na złość.
-JUSTIN CHOLERA!- W końcu krzyknełam.- ALBO SIĘ OGARNIESZ, ALBO WYJDZ.
Ten bez słowa ubrał buty i bluze Lakersów i wyszeł. Patrzyłam na drzwi, które opuścił z 15 minut. Potem potrząsnełam głową i poszłam do reszty.
-MILEY! NO WRESZCIE! MOŻEMY JUŻ JECHAĆ?!- Krzykneła Fenty.
-E TAK. - Odpowiedziałam. - Ide po rzeczy.
-Pomoge Ci! - Powiedział Rayan.
-A twoje rzeczy?
-Ja mam tylko torbe. Nie potrzebuje 2/3 szafy na dwudniowy wyjazd. - Zaśmiał się.
-Pfff.- Odpowiedział z śmiechem.
Rayn wziął moje 2 walizki a ja torbe do której włożyłam telefon, ładowarke, portfel i laptopa.
Już po 20 minuatch jechaliśmy na lotnisko. Wzywali już na lot. Wszyscy wzieliśmy swoje rzeczy i biegliśmy ile sił w nogach. Akurat zdążyliśmy przed czasem. Bałam się o Justina. Poszliśmy jeszcze szybko na odprawe i po 10 minutach szliśmy już do samolotu. Moim oczą ukazał się Justin. Flirtujący z steewardessa. Spojrzałam na niego pytająco. On odwrócił wzrok i dalej rozmawiał z dziewczyną. Popłakałam się. CO TO WOGÓLE MA ZNACZYĆ DO CHOLERY?! Biegiem wróciłam się i wyszłam z samoltu. Rayan pobiegł za mną.
-MILEY?!
-Nie chce tam iść. - Powiedziałam z płaczem.
-Ale dlaczego?!
-Widziałeś Justina?!
-E nie?!
-No właśnie!
-Ale shawty on nie jedzie tym samolotem. Jedzie wraz z twoją rodziną. Przecież nie jechał też z nami.
-Ale ja go widziałam!
-TO CHYBA NIE BYŁ ON.
-Jak to?
-Chodz. Szybko!
Wróciliśmy się do samolotu. Zajeliśmy miejsca. "Justin" usiadł obok mnie. Tak to nie był on. Inne rysy twarzy itd. Ale z daleko niczym on. Zaczął do mnie coś pieprzyć. Pokazując, że nie chce z nim rozmawiać nałożyłam słuchawki na uszy i zaczełam rozmyślać. Dalej ciekawiła mnie sytuacja, która stała się rano. Usnełam...
Po 2 godzinach się obudziłam. Dokładnie Rayan mnie obudził.
-JUSTIN CHOLERA!- W końcu krzyknełam.- ALBO SIĘ OGARNIESZ, ALBO WYJDZ.
Ten bez słowa ubrał buty i bluze Lakersów i wyszeł. Patrzyłam na drzwi, które opuścił z 15 minut. Potem potrząsnełam głową i poszłam do reszty.
-MILEY! NO WRESZCIE! MOŻEMY JUŻ JECHAĆ?!- Krzykneła Fenty.
-E TAK. - Odpowiedziałam. - Ide po rzeczy.
-Pomoge Ci! - Powiedział Rayan.
-A twoje rzeczy?
-Ja mam tylko torbe. Nie potrzebuje 2/3 szafy na dwudniowy wyjazd. - Zaśmiał się.
-Pfff.- Odpowiedział z śmiechem.
Rayn wziął moje 2 walizki a ja torbe do której włożyłam telefon, ładowarke, portfel i laptopa.
Już po 20 minuatch jechaliśmy na lotnisko. Wzywali już na lot. Wszyscy wzieliśmy swoje rzeczy i biegliśmy ile sił w nogach. Akurat zdążyliśmy przed czasem. Bałam się o Justina. Poszliśmy jeszcze szybko na odprawe i po 10 minutach szliśmy już do samolotu. Moim oczą ukazał się Justin. Flirtujący z steewardessa. Spojrzałam na niego pytająco. On odwrócił wzrok i dalej rozmawiał z dziewczyną. Popłakałam się. CO TO WOGÓLE MA ZNACZYĆ DO CHOLERY?! Biegiem wróciłam się i wyszłam z samoltu. Rayan pobiegł za mną.
-MILEY?!
-Nie chce tam iść. - Powiedziałam z płaczem.
-Ale dlaczego?!
-Widziałeś Justina?!
-E nie?!
-No właśnie!
-Ale shawty on nie jedzie tym samolotem. Jedzie wraz z twoją rodziną. Przecież nie jechał też z nami.
-Ale ja go widziałam!
-TO CHYBA NIE BYŁ ON.
-Jak to?
-Chodz. Szybko!
Wróciliśmy się do samolotu. Zajeliśmy miejsca. "Justin" usiadł obok mnie. Tak to nie był on. Inne rysy twarzy itd. Ale z daleko niczym on. Zaczął do mnie coś pieprzyć. Pokazując, że nie chce z nim rozmawiać nałożyłam słuchawki na uszy i zaczełam rozmyślać. Dalej ciekawiła mnie sytuacja, która stała się rano. Usnełam...
Po 2 godzinach się obudziłam. Dokładnie Rayan mnie obudził.
poniedziałek, 16 września 2013
Przerwa- znowu -,-
Nie! To nie tak, że nie mam weny! Mam wielką :c Ale dostałam kare- za wagarowanie. No nie moja wina, że nie lubie Matmy i muzyki -,- Zabrali mi telefon, nie moge nigdzie wychodzić a teraz ci najgorsze. Wszystko co mam z Bieberem musze ściagnąc bo inaczej zrobią to moi rodzice tylko ze to porwą i wyrzucą (ja mam możliwośc schowania) :c to straszne. Wróce od razu jak skoncy mi sie kara! Przeprfaszam ,. <3
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 12 !
Po chwili wyszedł lekarz. Oczy miał szklane.
-PRZYKRO MI TAK?! STARAŁEM SIĘ. - Krzyknął do nas i poszedł.
Płakaliśmy, krzyczeliśmy dlaczego nas braciszek? Po chwili wyszła pielęgniarka.
-Ej młodzi, dlaczego wy tak płaczecie? Można już wejść do pacjenta. Operacja się udała.
-Ale lekarz...- Zaczełam.
-Taak. Musiał was pomylić. Inny pacjent miał w tym samym momencie operacje tylko na innej sali i niestety zmarł. To starszy pan. Nie ma nikogo. Ale dość płakanie. Usmiechy na buzi i do pacjenta 1...2...3!
Z bananami na twarzy wparowaliśmy do sali. Tyga, gdy nas zobaczył szeroko się uśmiechnął. Widocznie już nie śpi. Mocno go przytuliłam a po mnie Honi.
-Ej a wy co? Można jedzcie do hotelu. Wyśpijcie się.
-Nie zostawimy cię! - Powiedzialam.
-Miley on ma racje. Jedzcie! Ja z nim zostane. Najwyżej jutro będzie zmiana!- Powiedział Honi
Zgodziłam się. Wszyscy procz Honey pojechali wraz ze mną do hotelu. Przbrałam się w pidżame i położyłam się do łóżka. Napisałam do Justina sms, gdyż nie mógł z nami jechać. Ma też swoje obowiązki. Gang itd.
*Wiadomość do: Justin*
Hej kochanie <3 Co tam u ciebie? Operacja się udała. Honey została w szpitalu z Tygą a my jesteśmy w hotelu. Ide zaraz spać. Jestem padnięta. Kocham cię.
Wysłałam po czym położyłam telefon na szafke koło łóżka. Następnie udałam się w kraine snów.
*Następny dzień*
Obudziłam się o 13. Nikogo nie było w domu. Na placie w kuchni leżała karteczka.
"Miley dziękujemy Ci za to jaka dla nas jesteś! Dziś jest twój dzień - twoje urodziny! HAPPY BIRTHDAY! Zapomniałaś c'nie? Ha Ha Ha no to my Ci przypominamy. Nie wychodz dziś z hotelu! Nawet z pokoju. Prosimy. Mamy nadzieje, że się wyspałaś. Bądz gotowa na 18 ktoś z nas po ciebie przyjdzie"
O kurde! Moje urodziny! Kończe dziś 18 lat. No wreszcie. Ha ha ha zapomniałam o tym, serio! Ciekawe co dla mnie szykują. Chciałam wyjść chociaż popatrzeć za drzwi. - Pomyśleli o tym. Zamkneli je. Postanowiłam coś obejrzeć. Włączyłam jakiś horror. Z rana- Eeee? No coment.
Dobra Ciii... JEST POPOŁUDNIE. Ale sam fakt ;/ Bo 10 minutach wyłączyłam- był nudny jak cholera. Otworzyłam lodówke. - Oooo! O tym też pomyśleli. Zrobiłam sobie tosty z serem i szynką. Już po 15 minutach się zajadałam. Gdy byłam już najedzona postanowiłam, że odwiedze serwisy społecznościowe, na których serio dawno nie byłam. No to tak. Pierwszy Facebook- 156 zaproszeń do grona znajomych, 35 wiadomości, 2346 powiadomień. Ja pierdole. Łohohohoho. Zaczełam przyjmować zaproszenia. Większość do ludzie z mojej szkoły. Następnie czytałam wiadomości. Chętnie na więszkość odpisywałam. Jedna mnie troche zaniepokoiła-grośba. "zniszcze cię suko" Odpisałam "Kozak w necie, pizda w świecie. Rozwale Ci łeb jak tylko psotkam kochanie".
Następnie powiadomienia! OMG. Dobra było 457 z urodzin. Nie odpisywałam na każdy komentarz. Poprostu walnełam posta. "dzięki za życzenia" Było mnóstwo zaproszeń do gier. Ja pierdole nie mam co robić tylko grać w internetowe gry? Moje życie i tak jest prawie jak gra. Jeden zły ruch i moge zginąć. Dobra koniec fejsa. Weszłam na twittera. Pooglądałam troche twitów Justina. Jej pełno naszych zdjęć z dopiskami "My shawty" , "My princess" , a jedno " Taki mały smerf". Śmiesznie to wylądało. Ja na obcasach przy miarce i wzrost tylko 158 cm. Hahahahaah 18 lat. Jeeej. Zbliżała się 16. Zamierzałam napisać posta z przeprosinami na blogu. "Kochani przepraszam was! Nie długo to się zmieni. Posty będą dodawane itd. Teraz się spiesze bo mam dzś urodziny a moim przyjaciele są strasznymi idiotami. Hahhahaha kocham was" Poszłam się wykąpać długa relaksująca kąpiel z bąbelkami. Umyłam włosy, po około 30 minutach wyszłam z wanny. Nałóżyłam majtki i stanik i poszłam szukać dobrych ciuchów na dziś. Postanowiłam że ubiore jakąś sukienke. Szukałam dobre 15 minut. Taaak! Spakowałam większość mojej garderoby. Nie mogłam nic znalezc dobrego. Szukałam jeszcze 15 minut. Ktoś zapukał do drzwi. Chyba uciekł, ale zostawił karteczke.
"Miley kochanie. Podejrzewamy, że nie masz znowu co ubrać. Pomyśleliśmy o tym. Zobacz w mojej szafie. Fenty"
Otworzyłam ją. W niebieskim "worku" coś było. Wyjełam a tam śliczna sukienka. Miętowa. Bez ramiączek, na piersiach miałam miętowe, błyszczące cekiny a reszta była taka jakby koronka. Ta sukienka była śliczna. Ubrałam ją. Pasowałam jak ulał. Po chwili jednak ją ściagnęłam. Poszłam szybko się umalować. Zrobiłam kreski, pomalowałam powieki na kolor różowo-miętowy, jeszcze dałam troche pudru, różu pomalowałam rzęsy a na koniec nałóżyłam na usta rożową pomadke, która pasowała do kolory powiek. Dochodziła już 17.50. Poszłam ubrac sukienke i różowe butki na obcasie. Wyglądałam cudownie. Równo o 18 drzwi się otwierały. Stanął w nich Rayan.
-Shawty, wyglądasz cudownie! Najlepszego powiedział po czym do mnie podszedł i mnie podniósł i przytulił. A teraz idziemy. Już chciałam wychodzić ale ten głupek musiał mnie zatrzymać.
-Miley...e.e.Jeszcze to. - Wskazał na chuste.
-Serio? - Zrobiłam krzywą mine.
-Chodz tu. - Wzkazał. Poszłam a co innego miałam zrobić? Zawiązał mi oczy. Złapał od tyłu i zaczął mnie prowadzić. Mogłam usłyszeć i poczuć, że wyszliśmy na dwór. Gdzies jeszcze śliśmy z 5 minut. Po chwili słyszłam, że Rayan dostał sms. Stanął i odczytal wiadomość. Dalej szliśmy i już po 3 minuatch weszliśmy do jakiegoś budynku. Rayan ode mnie odszedł czułam. Po chwili jednak już stanął obok mnie.
-Jesteś gotowa? - Zapytal.
-TAK! - Odpowiedziałam.
-Rozwiązał mi chustke. W pomieszczeniu jednak było zgaszone świało. Słyszłam szepty.
-1...2...3...! -śwaitło się zapaliło. Wszyscy wyskoczyli. Zaczeli spiewać mi Happy Birthday. Sala było ustrojona prześlicznie. Balony,serpentyny, reflektory, muzyka, dj. Zauważyłam pzyjaciół z gangu Justina, ale bez Justina, jeszcze przyjaciół ze szkoły i z mojego gangu. Zwrokiem szukałam Justina ale nie mogłam go dostrzec. Wyszłam na chwile przed budynek. Mogłam zauwazyc ze był to dookola szklane duże pomieszczenie. Było mi zimno więc weszłam do środka. Zapaliły się reflektory na mnie. Ktoś zaczął coś mówić ale nie mogłam wypatrzeć skąd. Wszyscy znowu zaczeli śpiewać Happy Birthday. Wjechał OGROMNY 4 piętrowy tort. Z zdjęciami moimi, z Justinem, z Całym gangiem i ze szkoły. Popłakałam się. Nagle ten "tort" się otworzył i wyskoczył z niego Justin. Hahahha idiota! Mocno mnie przytulił i szepnął do ucha "SHAWTY! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO" Po 2 minuatch wjechał- mam nadzieje już normalny tort. Był identyczny jak tamty. Zaczeli go kroić i podawać. Dostałam kawałek z lukrowym jakby zdjęciem w ramce moim i Justina. Uśmiechanełam się. Przetańczyłam całą noc. O 15 następnego dnia obudziłam się w swoim łóżku. Głowa mnie napierdalała. Kac. Ahrg. Obok mnie leżał Justin. Cichutko wyszłam z łóżka i postanowiłam, że zrobie śniadanie. Miałam już brać patelnie ale oczywiście garnek, który był pod nią mi spadł na ziemie i obudziłam Justina.
-Shawty!? Co ty robisz.
-Chciałam śniadanie nie spodzianka.
-Ej mała zaraz idziemy na śniadanie ze wszystkimi. Która jest?
-15.
-Ze co?! Stanął na proste nogi. Ej dobra, śniadanie chyba jednak nie. Idziemy o 16 na obiad. Ubieraj się.
Poszłam wziązc prysznic. Ubrałam dresowe spodnie z nike. Do tego bluzke do pępka na tak jakby ramiączkach z napisem "Forever Young" i do tego buty air max.
Zeszłam na dół i pofalowałam końcówki moich włosów. W sumie wygladałam niezle. "skromność"
Po 15 minuatch przyszedł Justin. Miał ubrane spodnie (oczywiście było mu widać półowe bokserek) do tego czarną koszulke z szarą kiesząnką po boku. I niebieski buty NEO. Wyglądał seksownie. Podeszłam do niego i zaczełam go namiętnie całować. Potem zeszliśmy na dół i zauważyliśmy czekających przyjaciól. Wszyscy poszliśmy do restauracji.
-PRZYKRO MI TAK?! STARAŁEM SIĘ. - Krzyknął do nas i poszedł.
Płakaliśmy, krzyczeliśmy dlaczego nas braciszek? Po chwili wyszła pielęgniarka.
-Ej młodzi, dlaczego wy tak płaczecie? Można już wejść do pacjenta. Operacja się udała.
-Ale lekarz...- Zaczełam.
-Taak. Musiał was pomylić. Inny pacjent miał w tym samym momencie operacje tylko na innej sali i niestety zmarł. To starszy pan. Nie ma nikogo. Ale dość płakanie. Usmiechy na buzi i do pacjenta 1...2...3!
Z bananami na twarzy wparowaliśmy do sali. Tyga, gdy nas zobaczył szeroko się uśmiechnął. Widocznie już nie śpi. Mocno go przytuliłam a po mnie Honi.
-Ej a wy co? Można jedzcie do hotelu. Wyśpijcie się.
-Nie zostawimy cię! - Powiedzialam.
-Miley on ma racje. Jedzcie! Ja z nim zostane. Najwyżej jutro będzie zmiana!- Powiedział Honi
Zgodziłam się. Wszyscy procz Honey pojechali wraz ze mną do hotelu. Przbrałam się w pidżame i położyłam się do łóżka. Napisałam do Justina sms, gdyż nie mógł z nami jechać. Ma też swoje obowiązki. Gang itd.
*Wiadomość do: Justin*
Hej kochanie <3 Co tam u ciebie? Operacja się udała. Honey została w szpitalu z Tygą a my jesteśmy w hotelu. Ide zaraz spać. Jestem padnięta. Kocham cię.
Wysłałam po czym położyłam telefon na szafke koło łóżka. Następnie udałam się w kraine snów.
*Następny dzień*
Obudziłam się o 13. Nikogo nie było w domu. Na placie w kuchni leżała karteczka.
"Miley dziękujemy Ci za to jaka dla nas jesteś! Dziś jest twój dzień - twoje urodziny! HAPPY BIRTHDAY! Zapomniałaś c'nie? Ha Ha Ha no to my Ci przypominamy. Nie wychodz dziś z hotelu! Nawet z pokoju. Prosimy. Mamy nadzieje, że się wyspałaś. Bądz gotowa na 18 ktoś z nas po ciebie przyjdzie"
O kurde! Moje urodziny! Kończe dziś 18 lat. No wreszcie. Ha ha ha zapomniałam o tym, serio! Ciekawe co dla mnie szykują. Chciałam wyjść chociaż popatrzeć za drzwi. - Pomyśleli o tym. Zamkneli je. Postanowiłam coś obejrzeć. Włączyłam jakiś horror. Z rana- Eeee? No coment.
Dobra Ciii... JEST POPOŁUDNIE. Ale sam fakt ;/ Bo 10 minutach wyłączyłam- był nudny jak cholera. Otworzyłam lodówke. - Oooo! O tym też pomyśleli. Zrobiłam sobie tosty z serem i szynką. Już po 15 minutach się zajadałam. Gdy byłam już najedzona postanowiłam, że odwiedze serwisy społecznościowe, na których serio dawno nie byłam. No to tak. Pierwszy Facebook- 156 zaproszeń do grona znajomych, 35 wiadomości, 2346 powiadomień. Ja pierdole. Łohohohoho. Zaczełam przyjmować zaproszenia. Większość do ludzie z mojej szkoły. Następnie czytałam wiadomości. Chętnie na więszkość odpisywałam. Jedna mnie troche zaniepokoiła-grośba. "zniszcze cię suko" Odpisałam "Kozak w necie, pizda w świecie. Rozwale Ci łeb jak tylko psotkam kochanie".
Następnie powiadomienia! OMG. Dobra było 457 z urodzin. Nie odpisywałam na każdy komentarz. Poprostu walnełam posta. "dzięki za życzenia" Było mnóstwo zaproszeń do gier. Ja pierdole nie mam co robić tylko grać w internetowe gry? Moje życie i tak jest prawie jak gra. Jeden zły ruch i moge zginąć. Dobra koniec fejsa. Weszłam na twittera. Pooglądałam troche twitów Justina. Jej pełno naszych zdjęć z dopiskami "My shawty" , "My princess" , a jedno " Taki mały smerf". Śmiesznie to wylądało. Ja na obcasach przy miarce i wzrost tylko 158 cm. Hahahahaah 18 lat. Jeeej. Zbliżała się 16. Zamierzałam napisać posta z przeprosinami na blogu. "Kochani przepraszam was! Nie długo to się zmieni. Posty będą dodawane itd. Teraz się spiesze bo mam dzś urodziny a moim przyjaciele są strasznymi idiotami. Hahhahaha kocham was" Poszłam się wykąpać długa relaksująca kąpiel z bąbelkami. Umyłam włosy, po około 30 minutach wyszłam z wanny. Nałóżyłam majtki i stanik i poszłam szukać dobrych ciuchów na dziś. Postanowiłam że ubiore jakąś sukienke. Szukałam dobre 15 minut. Taaak! Spakowałam większość mojej garderoby. Nie mogłam nic znalezc dobrego. Szukałam jeszcze 15 minut. Ktoś zapukał do drzwi. Chyba uciekł, ale zostawił karteczke.
"Miley kochanie. Podejrzewamy, że nie masz znowu co ubrać. Pomyśleliśmy o tym. Zobacz w mojej szafie. Fenty"
Otworzyłam ją. W niebieskim "worku" coś było. Wyjełam a tam śliczna sukienka. Miętowa. Bez ramiączek, na piersiach miałam miętowe, błyszczące cekiny a reszta była taka jakby koronka. Ta sukienka była śliczna. Ubrałam ją. Pasowałam jak ulał. Po chwili jednak ją ściagnęłam. Poszłam szybko się umalować. Zrobiłam kreski, pomalowałam powieki na kolor różowo-miętowy, jeszcze dałam troche pudru, różu pomalowałam rzęsy a na koniec nałóżyłam na usta rożową pomadke, która pasowała do kolory powiek. Dochodziła już 17.50. Poszłam ubrac sukienke i różowe butki na obcasie. Wyglądałam cudownie. Równo o 18 drzwi się otwierały. Stanął w nich Rayan.
-Shawty, wyglądasz cudownie! Najlepszego powiedział po czym do mnie podszedł i mnie podniósł i przytulił. A teraz idziemy. Już chciałam wychodzić ale ten głupek musiał mnie zatrzymać.
-Miley...e.e.Jeszcze to. - Wskazał na chuste.
-Serio? - Zrobiłam krzywą mine.
-Chodz tu. - Wzkazał. Poszłam a co innego miałam zrobić? Zawiązał mi oczy. Złapał od tyłu i zaczął mnie prowadzić. Mogłam usłyszeć i poczuć, że wyszliśmy na dwór. Gdzies jeszcze śliśmy z 5 minut. Po chwili słyszłam, że Rayan dostał sms. Stanął i odczytal wiadomość. Dalej szliśmy i już po 3 minuatch weszliśmy do jakiegoś budynku. Rayan ode mnie odszedł czułam. Po chwili jednak już stanął obok mnie.
-Jesteś gotowa? - Zapytal.
-TAK! - Odpowiedziałam.
-Rozwiązał mi chustke. W pomieszczeniu jednak było zgaszone świało. Słyszłam szepty.
-1...2...3...! -śwaitło się zapaliło. Wszyscy wyskoczyli. Zaczeli spiewać mi Happy Birthday. Sala było ustrojona prześlicznie. Balony,serpentyny, reflektory, muzyka, dj. Zauważyłam pzyjaciół z gangu Justina, ale bez Justina, jeszcze przyjaciół ze szkoły i z mojego gangu. Zwrokiem szukałam Justina ale nie mogłam go dostrzec. Wyszłam na chwile przed budynek. Mogłam zauwazyc ze był to dookola szklane duże pomieszczenie. Było mi zimno więc weszłam do środka. Zapaliły się reflektory na mnie. Ktoś zaczął coś mówić ale nie mogłam wypatrzeć skąd. Wszyscy znowu zaczeli śpiewać Happy Birthday. Wjechał OGROMNY 4 piętrowy tort. Z zdjęciami moimi, z Justinem, z Całym gangiem i ze szkoły. Popłakałam się. Nagle ten "tort" się otworzył i wyskoczył z niego Justin. Hahahha idiota! Mocno mnie przytulił i szepnął do ucha "SHAWTY! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO" Po 2 minuatch wjechał- mam nadzieje już normalny tort. Był identyczny jak tamty. Zaczeli go kroić i podawać. Dostałam kawałek z lukrowym jakby zdjęciem w ramce moim i Justina. Uśmiechanełam się. Przetańczyłam całą noc. O 15 następnego dnia obudziłam się w swoim łóżku. Głowa mnie napierdalała. Kac. Ahrg. Obok mnie leżał Justin. Cichutko wyszłam z łóżka i postanowiłam, że zrobie śniadanie. Miałam już brać patelnie ale oczywiście garnek, który był pod nią mi spadł na ziemie i obudziłam Justina.
-Shawty!? Co ty robisz.
-Chciałam śniadanie nie spodzianka.
-Ej mała zaraz idziemy na śniadanie ze wszystkimi. Która jest?
-15.
-Ze co?! Stanął na proste nogi. Ej dobra, śniadanie chyba jednak nie. Idziemy o 16 na obiad. Ubieraj się.
Poszłam wziązc prysznic. Ubrałam dresowe spodnie z nike. Do tego bluzke do pępka na tak jakby ramiączkach z napisem "Forever Young" i do tego buty air max.
Zeszłam na dół i pofalowałam końcówki moich włosów. W sumie wygladałam niezle. "skromność"
Po 15 minuatch przyszedł Justin. Miał ubrane spodnie (oczywiście było mu widać półowe bokserek) do tego czarną koszulke z szarą kiesząnką po boku. I niebieski buty NEO. Wyglądał seksownie. Podeszłam do niego i zaczełam go namiętnie całować. Potem zeszliśmy na dół i zauważyliśmy czekających przyjaciól. Wszyscy poszliśmy do restauracji.
sobota, 14 września 2013
Rozdział 11 :)
Lekarz przybiegł po 10 sekundach. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegołami.
-Ah tak. Zapomniałem. Przez nie wiadomo jaki czas pacjentka zapomni dużo rzeczy. Trzeba jej przypomnieć.
-A dobrze. Dziękuje.
-Nie ma za co.- uśmiechnął się i poszedł.
Usiadłam spowrotem obok łóżka Honi.
-Honey to ja. Miley. Jestem twoją siostrą.
Przypomniałam jej wszystko. O gangu, naszym domu, Justinie i jak tu się znalazła.
-Miley już pamiętam! To nie przez ciebie. Dzwoniłam do ciebie bo się pokłóciłam z Tygą. Nie miałam komu się wyżalić, dlatego to zrobiłam. - Wzkazała na rękę. - Kochanie przepraszam.
-Ty?! Za co?! To ja powinnam za to, że nie było mnie przy tobię gdy mnie potrzebowałaś.
-Oj przestań. Ej kiedy będę mogła wyjść? Muszę z Tygą pogadać.
-To nie będzie konieczne. - odpowiedziałam.
Poszłam do drzwi po czym wpuściłam - TYGE. A sama wyszłam.
Postanowiłam pojechać do domu się odrzwierzyć. Wziełam taxi i powiedziałam wyznaczoną ulice.
Gdy dojechaliśmy pociągnełam za klamke. Na kanapie siedział Justin oglądając mecz z Alferdo. Krzywo się spojrzałam i poszłam na góre. Po 45 minutach zeszłam. Umyta, ubrana i umalowana. Miałam krótkie dzinsowe spodenki z ćwiekami na kieszeniach, do tego białą bluzke w widocznym stanikiem po bokach z kolorowymi napisami "I'am Princes, Bich", i białymi butkami na obasie. Alferdo, Justin, Fenty i Rayan spojrzali na mnie z niedowierzeniem.
-No co? - Zrobiłam dziwną mine.
-Jej! Miley - jak ty ślicznie wyglądasz kochanie.- krzykneła Fenty.
-Jestem normalnie ubrana?
-Przez te obcasy wydajesz się troszke większa. - zaśmiał się Justin.
Rzuciłam się na niego i zaczełam walić poduszką. Potem tem mi ją odebrał i zaczął gonić po całym domu. Potknełam się o kabel od komputera i gdyby nie Rayan, bym upadła i kafelki w kuchni.
-Mogłaś zrobić sobie krzywde- Powiedział i paluszkiem dotknął mojego noska.
-Kochanie nic Ci nie jest- Krzyknął zestresowny Justin.
-Spokojnie jest okey. - Uśmiechnełam się.
Justin podniósł mnie wysooooko i przytulił. Łoo w końcu byłam od niego wyższa.
Nie chcę być taka niziutka. :c
-Juuuuustin i reszta jedziemy na basen?
-Dla mnie spoko- Wrzasnął Alferdo.
-No ok. - Powiedziała Fenty.
Wszyscy poszli się ogarnąć.
Po 25 minutach wyszliśmy z domu. O Honey się nie martwiłam był z nią Alfredo. Na Basenie byliśmy z dobre 3 godziny. Naprawde świetnie się bawiliśmy. Rayan z Alfredo i Justinem wzieli mnie i rzucili do wody. Trójca debili. Hhahahahah.
Gdy poszliśmy się przebierać zauważyłam, że mój telefon ciągle wybruje. Była to Honey. Zrobiłam przerażoną mine.
*Rozmowa Telefoniczna*
-Tak Honi?
-Miley! Przyjedz! - Powiedziała Honi z płaczem i się rozłączyła.
-JUSTIN!- Krzyknełam. Wparował do mnie w 2 sekundy. - Honey, ona do mnie dzwoniła- Opowiedziałam mu wszystko.
-Ubieraj się szybko. - Powiedział.- Ja ide juz do auta.
Ubrałam najszybciej jak potrafiłam ubrania na zmiane.
-Chodzcie- Rzuciłam do reszty.
-Miley słyszeliśmy wszystko. Jedz z Justinem. My pojedziemy Taxi. Serio! Biegnij.
Nie zważałam już na wszystko inne. Pobiegłam do auta. Gdy weszłam Justin wrzucił gazu i koło szpitalu byliśmy już po 9 minutach. Jak najszybciej poszłam do sali Honey.
-HONEY?! Co się stało. - Widziałam ją całą zapłakaną.
-Miley!- Dalej płakała. -Tyga... On ma raka!
Moje oczy stały się szklane. Mój braciszek niedługo umrze? Co?! To nie możliwe.
-On musi mieć operacje i to jak najszybciej ale do tego potrzebna jest niesamowita kwota. Aż 1000000000$.
Zakrztusiłam się na samą myśl. Że co?! Nie mamy takiej kasy. No może mamy, ale to na dom, jedzenie itd.
-Honey, wymyślimy coś. Nie dam mu umrzeć. Obiecuje. - Mocno ją przytuliłam. Biedactwo moje. Bo 10 minutach wparował Justin. Widział nas obie przytulające się i płaczące.
Od razu wyszłam z nim za drzwi i mu wszystko opowiadziałam. Ten mocno mnie przytulił.
-Miley zdobędziemy tą kase. Obiecuje Ci Kochanie.
Dalej płakałam. Jak na ten dzień za dużo wrażeń. Czemu to wszystko musiało mi się dziać.
Miałam zamiar poszukać lekarza. Po 15 minuatch go znalazła.
-O Miley! Własnie chciałem do ciebie dzwonić. Można Honey już wypisać. Stan się poprawił i jest wszystko okey.
-Właśnie pana chciałam o to zapytać. Dziękuje. Dowidzenia.
Poszłam do sali Honey i powiedziałam, że może już wyjść. Ta troche w lepszym chumorze poszła się ubrać. Już po 30 minutach byliśmy w drodze do domu. Gdy dojechaliśmy opowiedzieliśmy wszystko reszcie. Oczywiście WSZYSCY płakali.
Po 20 minuatch jako jedyny ogarnął się Fredo.
-Trzeba zrobić plan. Nie ma innego wyjścia.
Zabraliśmy się do pracy. Tak nasz plan był okropny. Pełno kradzieży itd. ale w końcu udało nam się. Już po 2 godzinach bylyśmy pod najwięszym bankiem w Las Vegas. Przyłączyli się do nas gang Justina. Wszyscy ubraliśmy kominiarki. Mieliśmy czarne ubrania i pistolety z pełną amunicją. Do tego mieliśmy jeszcze pochowane np. w staniku inne pistolety. Czekaliśmy na dobry moment. Po 5 minuatch wtargneliśmy do banku. Zaczeliśmy strzelać na wszystkie strony. Zabraliśmy wszystko ludzią telefony, portfele, torebki. Wszystko co mieli przy sobie. Potem zaczeliśmy wynosić wszystko z małego skarbca. Pakowaliśmy w worki i do auta. Oczywiście wychodzilismy drugą stroną żeby nie było widać nic podejrzanego. Wszystkie wejścia (oprócz) tylniego zamkneliśmy, aby nikt nie mógł nic zobaczyć ani wejść. Justin i ja staliśmy przy tych biednych ludziach. Z wyłożonymi pistoletami. Jedna mała dziewczynka zaczeła cicho szeptać.
-Panie Boże pomódl się za nas wszystkich. Co my Ci uczyniliśmy? Chcemy być tylko twoimi dziećmy Bożymi.
Strsznie mnie to wzruszyło. Poleciała mi łza ale naszczęście nie było jej widać przez czarną komiarke na mojej głowie. Gdy Fredo dał nam znak uciekliśmy. Wróciłam się jeszcze i szepnełam tej małej dziewczynce, która przedtem się modliła "Spokojnie. Żyjesz. I będziesz żyła. Bóg jest z tobą." Po czym jej pomachałam. Ta się zaś uśmiechneła i krzykneła "Dziękuje Boże"
Szybko uciekliśmy do auta i pojechaliśmy. Mieliśmy kase. To najważniejsze. Przebraliśmy się i pojechaliśmy do szpitala. Wstąpiliśmy jeszcze do bankomatu i całą kase daliśmy na karte. Następnie (Tyga już z nami był) pojechaliśmy na lotnisko. Bilety mielismy już kupione. Poszliśmy na odprawe i lecieliśmy już do Nowego Jorku- tam miał mieć operacje Tyga. Wszystko mu opowiedziliśmy. Ten się popłakał. Normalnie się popłakał. Dziękował nam. Już dziś o 23 Tyga miał mieć operacje. po 2 godzinach byliśmy na lotnisku w Nowym Jorku. Pojechalismy do hotelu niedaleko szpitala. Oświerzyliśmy się i poszliśmy coś zjeść. Dobijała 22 więc postanowiliśmy wrócisz do hotelu. Wzieliśmy karte i znowu wstąpiliśmy do bankomatu tylko już wypłacając pieniądze. Już o 22.45 byliśmy w szpitalu. Tyga się denerwował jak my wszyscy. Po 10 minutach zawowali go. Honey przytuliła go baardzo mocno. Następnie ja. Szepnełam mu " Widzimy sie za 3 godziny braciszku"
Szeroka się do mnie uśmiechnął. Przytulił każdego i ostatni raz Honey. Szepnął jej do ucha " Kocham cię , shawty". Honi się popłakała i powiedziała, że ma żyć dla niej.
-Dla nas wszystkich!- Powiedziałam. Gdy już wchodził. Pomachał nam i wszedł. Widzieliśmy go jeszcze jak wiezli go nam sale operacyjną. Pomachaliśmy mu, ale nie odmachał bo już zasypiał.
Wszyscy się denerwowaliśmy. Co chwile ktoś z nas chodził po kawe, fante albo coś do jedzenia a gdy przychodził pytał się czy już coś wiadomo. Po ok. 4 godzinach dalej nie było nic wiadomo. Miałam już szkalne oczy. Przytuliłam mocno Honey i razem wszyscy w kółku zaczeliśmy się modlić. Gdy skończyliśmy usłyszeliśmy długie "Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii" to oznaka, że ktoś umarł. Rozryczałam się tak bardzo płakałam.
__________________________________
I jak wam się podoba? Myślicie, że Tyga umarł? Wszystkiego dowiecie się w 12 rozdziale ! <3
-Ah tak. Zapomniałem. Przez nie wiadomo jaki czas pacjentka zapomni dużo rzeczy. Trzeba jej przypomnieć.
-A dobrze. Dziękuje.
-Nie ma za co.- uśmiechnął się i poszedł.
-Honey to ja. Miley. Jestem twoją siostrą.
Przypomniałam jej wszystko. O gangu, naszym domu, Justinie i jak tu się znalazła.
-Miley już pamiętam! To nie przez ciebie. Dzwoniłam do ciebie bo się pokłóciłam z Tygą. Nie miałam komu się wyżalić, dlatego to zrobiłam. - Wzkazała na rękę. - Kochanie przepraszam.
-Ty?! Za co?! To ja powinnam za to, że nie było mnie przy tobię gdy mnie potrzebowałaś.
-Oj przestań. Ej kiedy będę mogła wyjść? Muszę z Tygą pogadać.
-To nie będzie konieczne. - odpowiedziałam.
Poszłam do drzwi po czym wpuściłam - TYGE. A sama wyszłam.
Postanowiłam pojechać do domu się odrzwierzyć. Wziełam taxi i powiedziałam wyznaczoną ulice.
Gdy dojechaliśmy pociągnełam za klamke. Na kanapie siedział Justin oglądając mecz z Alferdo. Krzywo się spojrzałam i poszłam na góre. Po 45 minutach zeszłam. Umyta, ubrana i umalowana. Miałam krótkie dzinsowe spodenki z ćwiekami na kieszeniach, do tego białą bluzke w widocznym stanikiem po bokach z kolorowymi napisami "I'am Princes, Bich", i białymi butkami na obasie. Alferdo, Justin, Fenty i Rayan spojrzali na mnie z niedowierzeniem.
-No co? - Zrobiłam dziwną mine.
-Jej! Miley - jak ty ślicznie wyglądasz kochanie.- krzykneła Fenty.
-Jestem normalnie ubrana?
-Przez te obcasy wydajesz się troszke większa. - zaśmiał się Justin.
Rzuciłam się na niego i zaczełam walić poduszką. Potem tem mi ją odebrał i zaczął gonić po całym domu. Potknełam się o kabel od komputera i gdyby nie Rayan, bym upadła i kafelki w kuchni.
-Mogłaś zrobić sobie krzywde- Powiedział i paluszkiem dotknął mojego noska.
-Kochanie nic Ci nie jest- Krzyknął zestresowny Justin.
-Spokojnie jest okey. - Uśmiechnełam się.
Justin podniósł mnie wysooooko i przytulił. Łoo w końcu byłam od niego wyższa.
Nie chcę być taka niziutka. :c
-Juuuuustin i reszta jedziemy na basen?
-Dla mnie spoko- Wrzasnął Alferdo.
-No ok. - Powiedziała Fenty.
Wszyscy poszli się ogarnąć.
Po 25 minutach wyszliśmy z domu. O Honey się nie martwiłam był z nią Alfredo. Na Basenie byliśmy z dobre 3 godziny. Naprawde świetnie się bawiliśmy. Rayan z Alfredo i Justinem wzieli mnie i rzucili do wody. Trójca debili. Hhahahahah.
Gdy poszliśmy się przebierać zauważyłam, że mój telefon ciągle wybruje. Była to Honey. Zrobiłam przerażoną mine.
*Rozmowa Telefoniczna*
-Tak Honi?
-Miley! Przyjedz! - Powiedziała Honi z płaczem i się rozłączyła.
-JUSTIN!- Krzyknełam. Wparował do mnie w 2 sekundy. - Honey, ona do mnie dzwoniła- Opowiedziałam mu wszystko.
-Ubieraj się szybko. - Powiedział.- Ja ide juz do auta.
Ubrałam najszybciej jak potrafiłam ubrania na zmiane.
-Chodzcie- Rzuciłam do reszty.
-Miley słyszeliśmy wszystko. Jedz z Justinem. My pojedziemy Taxi. Serio! Biegnij.
Nie zważałam już na wszystko inne. Pobiegłam do auta. Gdy weszłam Justin wrzucił gazu i koło szpitalu byliśmy już po 9 minutach. Jak najszybciej poszłam do sali Honey.
-HONEY?! Co się stało. - Widziałam ją całą zapłakaną.
-Miley!- Dalej płakała. -Tyga... On ma raka!
Moje oczy stały się szklane. Mój braciszek niedługo umrze? Co?! To nie możliwe.
-On musi mieć operacje i to jak najszybciej ale do tego potrzebna jest niesamowita kwota. Aż 1000000000$.
Zakrztusiłam się na samą myśl. Że co?! Nie mamy takiej kasy. No może mamy, ale to na dom, jedzenie itd.
-Honey, wymyślimy coś. Nie dam mu umrzeć. Obiecuje. - Mocno ją przytuliłam. Biedactwo moje. Bo 10 minutach wparował Justin. Widział nas obie przytulające się i płaczące.
Od razu wyszłam z nim za drzwi i mu wszystko opowiadziałam. Ten mocno mnie przytulił.
-Miley zdobędziemy tą kase. Obiecuje Ci Kochanie.
Dalej płakałam. Jak na ten dzień za dużo wrażeń. Czemu to wszystko musiało mi się dziać.
Miałam zamiar poszukać lekarza. Po 15 minuatch go znalazła.
-O Miley! Własnie chciałem do ciebie dzwonić. Można Honey już wypisać. Stan się poprawił i jest wszystko okey.
-Właśnie pana chciałam o to zapytać. Dziękuje. Dowidzenia.
Poszłam do sali Honey i powiedziałam, że może już wyjść. Ta troche w lepszym chumorze poszła się ubrać. Już po 30 minutach byliśmy w drodze do domu. Gdy dojechaliśmy opowiedzieliśmy wszystko reszcie. Oczywiście WSZYSCY płakali.
Po 20 minuatch jako jedyny ogarnął się Fredo.
-Trzeba zrobić plan. Nie ma innego wyjścia.
Zabraliśmy się do pracy. Tak nasz plan był okropny. Pełno kradzieży itd. ale w końcu udało nam się. Już po 2 godzinach bylyśmy pod najwięszym bankiem w Las Vegas. Przyłączyli się do nas gang Justina. Wszyscy ubraliśmy kominiarki. Mieliśmy czarne ubrania i pistolety z pełną amunicją. Do tego mieliśmy jeszcze pochowane np. w staniku inne pistolety. Czekaliśmy na dobry moment. Po 5 minuatch wtargneliśmy do banku. Zaczeliśmy strzelać na wszystkie strony. Zabraliśmy wszystko ludzią telefony, portfele, torebki. Wszystko co mieli przy sobie. Potem zaczeliśmy wynosić wszystko z małego skarbca. Pakowaliśmy w worki i do auta. Oczywiście wychodzilismy drugą stroną żeby nie było widać nic podejrzanego. Wszystkie wejścia (oprócz) tylniego zamkneliśmy, aby nikt nie mógł nic zobaczyć ani wejść. Justin i ja staliśmy przy tych biednych ludziach. Z wyłożonymi pistoletami. Jedna mała dziewczynka zaczeła cicho szeptać.
-Panie Boże pomódl się za nas wszystkich. Co my Ci uczyniliśmy? Chcemy być tylko twoimi dziećmy Bożymi.
Strsznie mnie to wzruszyło. Poleciała mi łza ale naszczęście nie było jej widać przez czarną komiarke na mojej głowie. Gdy Fredo dał nam znak uciekliśmy. Wróciłam się jeszcze i szepnełam tej małej dziewczynce, która przedtem się modliła "Spokojnie. Żyjesz. I będziesz żyła. Bóg jest z tobą." Po czym jej pomachałam. Ta się zaś uśmiechneła i krzykneła "Dziękuje Boże"
Szybko uciekliśmy do auta i pojechaliśmy. Mieliśmy kase. To najważniejsze. Przebraliśmy się i pojechaliśmy do szpitala. Wstąpiliśmy jeszcze do bankomatu i całą kase daliśmy na karte. Następnie (Tyga już z nami był) pojechaliśmy na lotnisko. Bilety mielismy już kupione. Poszliśmy na odprawe i lecieliśmy już do Nowego Jorku- tam miał mieć operacje Tyga. Wszystko mu opowiedziliśmy. Ten się popłakał. Normalnie się popłakał. Dziękował nam. Już dziś o 23 Tyga miał mieć operacje. po 2 godzinach byliśmy na lotnisku w Nowym Jorku. Pojechalismy do hotelu niedaleko szpitala. Oświerzyliśmy się i poszliśmy coś zjeść. Dobijała 22 więc postanowiliśmy wrócisz do hotelu. Wzieliśmy karte i znowu wstąpiliśmy do bankomatu tylko już wypłacając pieniądze. Już o 22.45 byliśmy w szpitalu. Tyga się denerwował jak my wszyscy. Po 10 minutach zawowali go. Honey przytuliła go baardzo mocno. Następnie ja. Szepnełam mu " Widzimy sie za 3 godziny braciszku"
Szeroka się do mnie uśmiechnął. Przytulił każdego i ostatni raz Honey. Szepnął jej do ucha " Kocham cię , shawty". Honi się popłakała i powiedziała, że ma żyć dla niej.
-Dla nas wszystkich!- Powiedziałam. Gdy już wchodził. Pomachał nam i wszedł. Widzieliśmy go jeszcze jak wiezli go nam sale operacyjną. Pomachaliśmy mu, ale nie odmachał bo już zasypiał.
Wszyscy się denerwowaliśmy. Co chwile ktoś z nas chodził po kawe, fante albo coś do jedzenia a gdy przychodził pytał się czy już coś wiadomo. Po ok. 4 godzinach dalej nie było nic wiadomo. Miałam już szkalne oczy. Przytuliłam mocno Honey i razem wszyscy w kółku zaczeliśmy się modlić. Gdy skończyliśmy usłyszeliśmy długie "Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii" to oznaka, że ktoś umarł. Rozryczałam się tak bardzo płakałam.
__________________________________
I jak wam się podoba? Myślicie, że Tyga umarł? Wszystkiego dowiecie się w 12 rozdziale ! <3
czwartek, 12 września 2013
A więc tak na początek. Długo nic nie pisałam. Za każdym razem gdy próbowałam męczyło mnie to bo nie miałam weny, teraz mam mega wena hahaha <3 PRZEPRASZAM WAS Z CAŁEGO SERCA. Wolałam poczekać bo wiedziałam ze wena mi nadejdzie. I się udało ! HURAAA <3 HAHAH ;) Teraz będzie 1 rozdział dziennie ! Przepraszam ale szkołą itp. ;c masakra! ;c Zaczynamy !
__________________________________
Dojechaliśmy do sklepu w ciszy. Gdy weszliśmy przez rozsówające się drzwi, Justin złapał moją dłoń. Wzieliśmy wózek, w kótrym Justin mnie posadził- idiota hahhah. Jechaliśmy tak przez pół sklepu co lekkie to Justin we mnie rzucał. Za każdym razem robiłam oburzoną mine. Ludzie się na nas gapili jak na pojebańców serio hahha.
-Justin, I NEED YOU LOVE.
-Shawty, już ją masz. - Powiedział po czym musnął me usta.
Gdy mieliśmy zapakowny już cały wózek (wcześniej musiałam wyjść ;c) poslziśmy do kasy.
Zapłaciliśmy 100$.
Zapakowliśmy wszystko do auta i odjechaliśmy. W samochodzie Siedzieliśmy cicho dopóki Justin nie zaczął mówić.
-Kochanie, Jesteś dla mnie wszystkim, to już wiesz. Jestes tym co wszyscy mężczyzni mi zazdroszą. Dziękuje panie bogu, że zesłał mi właśnie ciebie. To jaki kiedyś byłem chmaski dawno zagineło. Teraz przyszło nowe lepsze czasy dla nas. Kocham cię dziewczyno zrozum to wreszcie. Zamknij teraz o czy i pomódl się. Pomodl się za siebie, za mnie i za nas.
-Na zawsze ty.
-Na zawsze my, shawty. - KOchałam jak tak do mnie mówił. Czulam się wtedy wyjątkowo. Jest zawsze gdy go potrzebuje. Nie robi mi wymówek. Kocham go najbardziej na świecie, chcę aby to on zasypiał i budził się w moim łóżku. Chcę z nim spędzić rezte mego życia. Uwialbiam każdą minute spędzoną razem na wygłupach, kłotniach, godzeniu się i okazywaniu sobie miłości. Miłości na zawsze. Dziękuje panu że jesteś. Każdego dnia. "I close my eayse, and a Pray"
Gdy dojechaliśmy do mojego domu Bieber zaproponował basen. Chętnie się zgodziłam. Poszliśmy do mnie na góre. Wziełam strój kąpielowy z garderoby i poszłam się w niego przebrać. Do torby spakowałam jeszcze 2 ręczniki i klapki. Po drodze zajechaliśmy do domu Justina aby ten tez miał możliwość przebrania sie. Gdy wyruszyliśmy z podjazdu Biebera zadzwoniłą do mnie Honey.
*Rozmowa telefoniczna*
-Hej kochanie gdzie jesteś? - Powiedziała Honi.
-A jade z Justinem na basen.
-No jasne Justin to, Justin tamto, a dla mnie to czasu już nie masz- Krzykneła i się rozłaczyła.
Opowiedziałam wszystko ze szegółami Justinowi a ten wiedział co ma zrobić. Pojechał do mnie do domu. Nikogo chyba nie było. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam na góre. Zapukałam do pokoju Honey. Nikt nie otwierał więc postanowiłam sama wejść. Na podłodze leżała Honey w kałuży krwi. Z płaczem do niej podbiegłam. Puls- niczym nie wyczuwalny. Zawołałam Justina. Uspokajał mnie i dzwonił po karetke. Podbiegłam do apteczki wziełam całą i pobiegłam spowrotem do Honi. Sprawdzałam co jest przyczyną krwawienia. Okazało się, że się pocieła. Ja pierdole czemu mnie przy niej nie było. Jeżeli ona zginie nie wybacze tego sobie. Po 3 minutach była już karetka. Naszczęście chodz ten czas i tak mi się dużył. Zabrali ją na noszach. Mi nie pozwolili jechać w Honey więc wziełam auto i Justina i pojechaliśmy za karetką. Bo 5 minutach byliśmy na miejscu. Widzieliśmy ja biorą Honey na sale. Płakałam a Justin cały czas mnie obejmował bo ok. 2 godzinach wyszedł lekarz.Jak zawsze poważna mina. Od razu wstałam i zapytałam się co z nią.
-Jesteś kimś z rodziny?
Chwile się zastanowiłam.
-Tagg, Siostrą. - Powiedziałam dumnie.
-A więc tak. Pacjentka żyje, ale ma pełno ran na ręku od pocięcia się a do tego wykroto u niej dość poważną dawke lekartw.
Miałam przerażoną mine. Ona chciała się zabić. Z mojego powodu?
-Czy mogę wejść do Honey.
-Tak, oczywiście ale tylko na chwile musi odpoczywać. - Odpowiedział lekarz po czym poszedł korytarzem do innej sali.
Chciałam już wejść do sali a poczułam Justina, który idze za mną.
-Justin, kochanie. Prosze jedz do domu.
-Nie zostawie cię tu! - Powiedział ze smutkiem.
-Dobrze, ale ja nie zostawie Honey. A wiesz dlaczego to prawdpodobniej wszystko się stało. Jedz odpocznij. Proszę cię. Zrob to dla mnie. - Powiedziałam. Justin musnął moje usta i odszedł.
Gdy weszłam na sale. Podbiegłam do Honey i ją mocną przytuliłam.
-HONI! DZIĘKI BOGU.
-Ee znamy się?
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Zawołałam lekarza.
______________________________
CDN :) I jak podoba się? Mam wielką nadzieje ze tak. Jutro już kolejny rozdział :**
__________________________________
Dojechaliśmy do sklepu w ciszy. Gdy weszliśmy przez rozsówające się drzwi, Justin złapał moją dłoń. Wzieliśmy wózek, w kótrym Justin mnie posadził- idiota hahhah. Jechaliśmy tak przez pół sklepu co lekkie to Justin we mnie rzucał. Za każdym razem robiłam oburzoną mine. Ludzie się na nas gapili jak na pojebańców serio hahha.
-Justin, I NEED YOU LOVE.
-Shawty, już ją masz. - Powiedział po czym musnął me usta.
Gdy mieliśmy zapakowny już cały wózek (wcześniej musiałam wyjść ;c) poslziśmy do kasy.
Zapłaciliśmy 100$.
Zapakowliśmy wszystko do auta i odjechaliśmy. W samochodzie Siedzieliśmy cicho dopóki Justin nie zaczął mówić.
-Kochanie, Jesteś dla mnie wszystkim, to już wiesz. Jestes tym co wszyscy mężczyzni mi zazdroszą. Dziękuje panie bogu, że zesłał mi właśnie ciebie. To jaki kiedyś byłem chmaski dawno zagineło. Teraz przyszło nowe lepsze czasy dla nas. Kocham cię dziewczyno zrozum to wreszcie. Zamknij teraz o czy i pomódl się. Pomodl się za siebie, za mnie i za nas.
-Na zawsze ty.
-Na zawsze my, shawty. - KOchałam jak tak do mnie mówił. Czulam się wtedy wyjątkowo. Jest zawsze gdy go potrzebuje. Nie robi mi wymówek. Kocham go najbardziej na świecie, chcę aby to on zasypiał i budził się w moim łóżku. Chcę z nim spędzić rezte mego życia. Uwialbiam każdą minute spędzoną razem na wygłupach, kłotniach, godzeniu się i okazywaniu sobie miłości. Miłości na zawsze. Dziękuje panu że jesteś. Każdego dnia. "I close my eayse, and a Pray"
Gdy dojechaliśmy do mojego domu Bieber zaproponował basen. Chętnie się zgodziłam. Poszliśmy do mnie na góre. Wziełam strój kąpielowy z garderoby i poszłam się w niego przebrać. Do torby spakowałam jeszcze 2 ręczniki i klapki. Po drodze zajechaliśmy do domu Justina aby ten tez miał możliwość przebrania sie. Gdy wyruszyliśmy z podjazdu Biebera zadzwoniłą do mnie Honey.
*Rozmowa telefoniczna*
-Hej kochanie gdzie jesteś? - Powiedziała Honi.
-A jade z Justinem na basen.
-No jasne Justin to, Justin tamto, a dla mnie to czasu już nie masz- Krzykneła i się rozłaczyła.
Opowiedziałam wszystko ze szegółami Justinowi a ten wiedział co ma zrobić. Pojechał do mnie do domu. Nikogo chyba nie było. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam na góre. Zapukałam do pokoju Honey. Nikt nie otwierał więc postanowiłam sama wejść. Na podłodze leżała Honey w kałuży krwi. Z płaczem do niej podbiegłam. Puls- niczym nie wyczuwalny. Zawołałam Justina. Uspokajał mnie i dzwonił po karetke. Podbiegłam do apteczki wziełam całą i pobiegłam spowrotem do Honi. Sprawdzałam co jest przyczyną krwawienia. Okazało się, że się pocieła. Ja pierdole czemu mnie przy niej nie było. Jeżeli ona zginie nie wybacze tego sobie. Po 3 minutach była już karetka. Naszczęście chodz ten czas i tak mi się dużył. Zabrali ją na noszach. Mi nie pozwolili jechać w Honey więc wziełam auto i Justina i pojechaliśmy za karetką. Bo 5 minutach byliśmy na miejscu. Widzieliśmy ja biorą Honey na sale. Płakałam a Justin cały czas mnie obejmował bo ok. 2 godzinach wyszedł lekarz.Jak zawsze poważna mina. Od razu wstałam i zapytałam się co z nią.
-Jesteś kimś z rodziny?
Chwile się zastanowiłam.
-Tagg, Siostrą. - Powiedziałam dumnie.
-A więc tak. Pacjentka żyje, ale ma pełno ran na ręku od pocięcia się a do tego wykroto u niej dość poważną dawke lekartw.
Miałam przerażoną mine. Ona chciała się zabić. Z mojego powodu?
-Czy mogę wejść do Honey.
-Tak, oczywiście ale tylko na chwile musi odpoczywać. - Odpowiedział lekarz po czym poszedł korytarzem do innej sali.
Chciałam już wejść do sali a poczułam Justina, który idze za mną.
-Justin, kochanie. Prosze jedz do domu.
-Nie zostawie cię tu! - Powiedział ze smutkiem.
-Dobrze, ale ja nie zostawie Honey. A wiesz dlaczego to prawdpodobniej wszystko się stało. Jedz odpocznij. Proszę cię. Zrob to dla mnie. - Powiedziałam. Justin musnął moje usta i odszedł.
Gdy weszłam na sale. Podbiegłam do Honey i ją mocną przytuliłam.
-HONI! DZIĘKI BOGU.
-Ee znamy się?
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Zawołałam lekarza.
______________________________
CDN :) I jak podoba się? Mam wielką nadzieje ze tak. Jutro już kolejny rozdział :**
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział 9
*Miley*
Gdy dojechaliśmy do domu otworzyliśmy drzwi i weszliśmy.
-Ej a wy nie w szkole- Zapytał się Fredo
-Musieliśmy kupić telefony, bo Justin wczoraj swój zgubił. - Odpowiedziałam z śmiechem.
-No ej- zaśmiał się i zaczął mnie gonić po całym domu. Gdy mnie już złapał zaczął łaskotać.
-J-u-ss-tin- Udało tylko to mi się wydukać.
-No co? - Powiedział z uśmieszkiem.
-Prooosze puść.
-A co za to dostane.
-Puść mnie a się przekonasz.- Od razu to zrobił. Ja uciekłam z śmiechem do siebie do pokoju i go zamknełam. Justin pukał i obiecywał, że zaraz wywarzy te drzwi. W końcu zrobiłam to o co prosił. Wepchnełam go do siebie, zamknełam ponownie drzwi i zaczełam namiętnie całować. Tak, zrobiliśmy to. Pierwszy raz z nim. Wcześniej już to robiłam, ale sama myśl, że nie z nim. Grr. Robił do delikatnie i czule. Jest fantastyczny. Całował mnie namiętnie i tak samo we mnie wchodził.
Gdy już skończyliśmy poszłam wziązć prysznic. Umyłam porządnie ciało i włosy. Kiedy skończyłam wyszłam i wysuszyłam włosy. Ubrałam szare szorty z ćwiekami do tego białą za dużą bluzkę z napisem "NeVeR sAy NeVeR". Koszulke włożyłam delikatnie do spodni. Kiedy już wychodziłam założyłam białe skarpetki. Sięgnełam do szafy po fioletowe conversy za kostki i je założyłam.
-Justin jedziesz się przebrać? Bo chcę jechać do centrum handlowego.
-Ta - skończył wkładać nową karte do swojego IPhona i wziął mnie za ręke po czym wyszlismy do z domu. Otworzył mi drzwi do auta i podał swojego IPhona.
-Wpisz mi jakieś numery. - Powiedział.
Zaczełam mi wpisywać. Honey, Tyga, Fenty, Selena, Demi, Fredo, Korin, Bens, Chris, Lil, Rayan i na końcu wpisałam się - Skarbek :* pokazałam mu a on na chwile wziął telefon i coś zaczął grzebać. Potem mi pokazał co zrobił. "Największy skarb na świecie. Dziękuje panie." łza poleciała mi po policzku. Justin ją szybko wytarł kciukiem. Następnie mnie pocałował. Dojechaliśmy do Justina. Wszyscy się na nas spojrzeli ale to olaliśmy. Justin się przebierał a ja leżałam na jego łózku. Potem pojechaliśmy do sklepu.
.................................................................................................
wiem wiem wiem.! MEGA KRÓTKI ;/ Ale się pakuje. JUtro jade na kolonie i nie bd jak miała dodawać rozdziałow. Patty już chyba nie dodaje nie wiem co z nią... Dodam jak wróce! Teraz ide spać. Jak wórce będą 4 mega długie!
Gdy dojechaliśmy do domu otworzyliśmy drzwi i weszliśmy.
-Ej a wy nie w szkole- Zapytał się Fredo
-Musieliśmy kupić telefony, bo Justin wczoraj swój zgubił. - Odpowiedziałam z śmiechem.
-No ej- zaśmiał się i zaczął mnie gonić po całym domu. Gdy mnie już złapał zaczął łaskotać.
-J-u-ss-tin- Udało tylko to mi się wydukać.
-No co? - Powiedział z uśmieszkiem.
-Prooosze puść.
-A co za to dostane.
-Puść mnie a się przekonasz.- Od razu to zrobił. Ja uciekłam z śmiechem do siebie do pokoju i go zamknełam. Justin pukał i obiecywał, że zaraz wywarzy te drzwi. W końcu zrobiłam to o co prosił. Wepchnełam go do siebie, zamknełam ponownie drzwi i zaczełam namiętnie całować. Tak, zrobiliśmy to. Pierwszy raz z nim. Wcześniej już to robiłam, ale sama myśl, że nie z nim. Grr. Robił do delikatnie i czule. Jest fantastyczny. Całował mnie namiętnie i tak samo we mnie wchodził.
Gdy już skończyliśmy poszłam wziązć prysznic. Umyłam porządnie ciało i włosy. Kiedy skończyłam wyszłam i wysuszyłam włosy. Ubrałam szare szorty z ćwiekami do tego białą za dużą bluzkę z napisem "NeVeR sAy NeVeR". Koszulke włożyłam delikatnie do spodni. Kiedy już wychodziłam założyłam białe skarpetki. Sięgnełam do szafy po fioletowe conversy za kostki i je założyłam.
-Justin jedziesz się przebrać? Bo chcę jechać do centrum handlowego.
-Ta - skończył wkładać nową karte do swojego IPhona i wziął mnie za ręke po czym wyszlismy do z domu. Otworzył mi drzwi do auta i podał swojego IPhona.
-Wpisz mi jakieś numery. - Powiedział.
Zaczełam mi wpisywać. Honey, Tyga, Fenty, Selena, Demi, Fredo, Korin, Bens, Chris, Lil, Rayan i na końcu wpisałam się - Skarbek :* pokazałam mu a on na chwile wziął telefon i coś zaczął grzebać. Potem mi pokazał co zrobił. "Największy skarb na świecie. Dziękuje panie." łza poleciała mi po policzku. Justin ją szybko wytarł kciukiem. Następnie mnie pocałował. Dojechaliśmy do Justina. Wszyscy się na nas spojrzeli ale to olaliśmy. Justin się przebierał a ja leżałam na jego łózku. Potem pojechaliśmy do sklepu.
.................................................................................................
wiem wiem wiem.! MEGA KRÓTKI ;/ Ale się pakuje. JUtro jade na kolonie i nie bd jak miała dodawać rozdziałow. Patty już chyba nie dodaje nie wiem co z nią... Dodam jak wróce! Teraz ide spać. Jak wórce będą 4 mega długie!
wtorek, 13 sierpnia 2013
Rozdział 8
Poszłam wziąć kąpiel. Długą i relaksującą. Zakręciłam korek i wlałam płyny miętowo-czekoladowego. Rozebrałam się i czekałam aż wodą się napełni. Gdy postanowiłam, że jest jej wystarczająco zakręciłam ją.
Weszłam do wanny i się zanurzyłam na kilka sekund w wodzie. Potem umyłam się dokładnie. Na końcu zostały mi do umycia włosy. Porządnie je umyłam i spłukałam. Kiedy już wyszłam z wody wytarłam się ręcznikiem i założyłam pidżamę. Składała się ona z za dużej białej koszulki i bokserek. Wyszłam z łazienki, która mieściła się w moim pokoju i poszłam do pokoju. Włączyłam laptopa, aby sprawdzić Facebooka i Twittera. Hhahahah na fejsie Justin zaproponował mi aby zmienić status w związku. Napisał mi też wiadomość. Pobawmy się w nastolatków zmieńmy sobie status. Zaczęłam się śmiać. Oczywiście przyjęłam zaproszenie. Potem sprawdziłam TT. Justin oznaczył cały nasz gang w jednym z postów.
"Wspaniałe kino z @Honey @Fenty @Miley @Alfredo @Rayan @Tyga. Dzięki"
Też postanowiłam napisać posta "Kocham was ziomki (Oznaczyłam wszystkich)"
Poczułam się zmęczona. Więc zamknęłam laptopa i się położyłam. O ok. 1 dostałam sms'a.
*Od: Justin*
Z nami koniec. ;D
Rozpłakałam się. Co to ma znaczyć?! Zrywa ze mną... Przez wiadomość! Jaki bachor! Nienawidzę go z całego serca. Dziś już nie zasnełam. Rano zadzwonił mój budzik. Poszłam się ogarnąć. Ubrałam jakiś duży sweter do tego krótkie Jeansowe spodenki i szare vansy z fioletowymi dodatkami. Wzięłam torbe i zeszłam na dół. Wyglądałam okropnie zapłakane oczy, bez makijażu. Postanowiłam że chodziaż pomaluje rzęsy. Gdy to już zrobiłam wyglądałam 10000 razy lepiej. Wziełam swojego IPhona i torbe. Gdy wychodziłam zauważyłam Justina czekającego na mnie. Gdy mnie zobaczył od razu wyszedł z auta.
-Cześć słoneczko. Właśnie miałem do ciebie pisać ale telefon mi się zgubił chyba wczoraj w kinie. - Powiedział
-Jak to?
-No nie wiem pewnie mi wypadł. A co?
-Czyli to nie ty wysłałeś tego sms'a- Wyjełam IPhona i mu pokazałam. Przeczytał to.
-Kurwa nie naprawde! - Powiedział i mnie przytulił.
-Grr a ja całą noc przepłakałam!
*Justin*
Kurde ktoś ma mój telefon. Ja pierdole muszę jechać kupić nowy.
-Miley coś się stanie jak spoznimy się na 1-2 lekcje?
-Nie a co?
-Musze iść telefon sobie kupić.
-Hhahah idiota. No to jedz.
Na miejscu byliśmy po 15 minutach. Wybrałem sobie najnowszego IPhona.
-Miley też chcesz? - Zapytałem.
-Nie co ty...- Odpowiedziała
-To po prosze 2 takie IPhony. - Powiedziałem do "kasjerki"
-Ee dobrze. Takie same kolory?
-Tak białe.- Wtrąciła się Miley.
Byłem bogaty owszem ale aż tak bardzo się tym nie chwaliłem. Wiem, że Miley nie zależy na mojej kasie, bo też nie jest biedna. Nie są*
-Jakaś tylnia obudowa? - Dopytywała Kasjerka.
-Hmm- Powiedziała Miley.
-No idz wybieraj skarbie. - Powiedziałem i musnełem jej usta.
Miley wybrała sobie obudowe z panterkę. Ja wybrałem z napisem "KEEP CALM AND LOVE MILEY" Tak to było na zamówienie. Czekaliśmy z 15 minut. Tło było białe a napis fioletowy.
Gdy zrobiliśmy już zakupy stwierdziliśmy, że bezsensu już jechać do szkoły bo zostały 2 ostatnie lekcje. Pojechaliśmy do domu Gangu Miley.
......................................................................................................................................
Okey dziś to ostatni rozdział. Jutro będą też 2-3. Jeżeli dziś będzie mi się nudzić to dodam jeszcze jeden. Narazie wszystkie rozdziały dodaje sama ;C ~Jioletta
Weszłam do wanny i się zanurzyłam na kilka sekund w wodzie. Potem umyłam się dokładnie. Na końcu zostały mi do umycia włosy. Porządnie je umyłam i spłukałam. Kiedy już wyszłam z wody wytarłam się ręcznikiem i założyłam pidżamę. Składała się ona z za dużej białej koszulki i bokserek. Wyszłam z łazienki, która mieściła się w moim pokoju i poszłam do pokoju. Włączyłam laptopa, aby sprawdzić Facebooka i Twittera. Hhahahah na fejsie Justin zaproponował mi aby zmienić status w związku. Napisał mi też wiadomość. Pobawmy się w nastolatków zmieńmy sobie status. Zaczęłam się śmiać. Oczywiście przyjęłam zaproszenie. Potem sprawdziłam TT. Justin oznaczył cały nasz gang w jednym z postów.
"Wspaniałe kino z @Honey @Fenty @Miley @Alfredo @Rayan @Tyga. Dzięki"
Też postanowiłam napisać posta "Kocham was ziomki (Oznaczyłam wszystkich)"
Poczułam się zmęczona. Więc zamknęłam laptopa i się położyłam. O ok. 1 dostałam sms'a.
*Od: Justin*
Z nami koniec. ;D
Rozpłakałam się. Co to ma znaczyć?! Zrywa ze mną... Przez wiadomość! Jaki bachor! Nienawidzę go z całego serca. Dziś już nie zasnełam. Rano zadzwonił mój budzik. Poszłam się ogarnąć. Ubrałam jakiś duży sweter do tego krótkie Jeansowe spodenki i szare vansy z fioletowymi dodatkami. Wzięłam torbe i zeszłam na dół. Wyglądałam okropnie zapłakane oczy, bez makijażu. Postanowiłam że chodziaż pomaluje rzęsy. Gdy to już zrobiłam wyglądałam 10000 razy lepiej. Wziełam swojego IPhona i torbe. Gdy wychodziłam zauważyłam Justina czekającego na mnie. Gdy mnie zobaczył od razu wyszedł z auta.
-Cześć słoneczko. Właśnie miałem do ciebie pisać ale telefon mi się zgubił chyba wczoraj w kinie. - Powiedział
-Jak to?
-No nie wiem pewnie mi wypadł. A co?
-Czyli to nie ty wysłałeś tego sms'a- Wyjełam IPhona i mu pokazałam. Przeczytał to.
-Kurwa nie naprawde! - Powiedział i mnie przytulił.
-Grr a ja całą noc przepłakałam!
*Justin*
Kurde ktoś ma mój telefon. Ja pierdole muszę jechać kupić nowy.
-Miley coś się stanie jak spoznimy się na 1-2 lekcje?
-Nie a co?
-Musze iść telefon sobie kupić.
-Hhahah idiota. No to jedz.
Na miejscu byliśmy po 15 minutach. Wybrałem sobie najnowszego IPhona.
-Miley też chcesz? - Zapytałem.
-Nie co ty...- Odpowiedziała
-To po prosze 2 takie IPhony. - Powiedziałem do "kasjerki"
-Ee dobrze. Takie same kolory?
-Tak białe.- Wtrąciła się Miley.
Byłem bogaty owszem ale aż tak bardzo się tym nie chwaliłem. Wiem, że Miley nie zależy na mojej kasie, bo też nie jest biedna. Nie są*
-Jakaś tylnia obudowa? - Dopytywała Kasjerka.
-Hmm- Powiedziała Miley.
-No idz wybieraj skarbie. - Powiedziałem i musnełem jej usta.
Miley wybrała sobie obudowe z panterkę. Ja wybrałem z napisem "KEEP CALM AND LOVE MILEY" Tak to było na zamówienie. Czekaliśmy z 15 minut. Tło było białe a napis fioletowy.
Gdy zrobiliśmy już zakupy stwierdziliśmy, że bezsensu już jechać do szkoły bo zostały 2 ostatnie lekcje. Pojechaliśmy do domu Gangu Miley.
......................................................................................................................................
Okey dziś to ostatni rozdział. Jutro będą też 2-3. Jeżeli dziś będzie mi się nudzić to dodam jeszcze jeden. Narazie wszystkie rozdziały dodaje sama ;C ~Jioletta
Rozdział 7
*Justin*
Czy ja naprawdę czuje coś do Miley?! Jest piękna. Ma piękny uśmiech, oczy, nosek. Kurwa co ona ze mną zrobiła do cholery?! Będę to ukrywać. 2 gangi - jedna miłość? Nie to nie pasuje. Mam ochote coś rozwalić. Cały czas o niej myśle. Ja pierdole mózgu PRZESTAŃ! Wyszedłem jak najprędzej z domu. Wsiadłem do wozu i pojechałem przed siebie. Dojechałem pod Gang Miley. Kurde. Sam chciałem tu przyjechać czy jak? Nie ogarniam już. Zapukałem do drzwi. Otworzyłam delikatna dziewczyna w szarym sweterku do półowy ud. Rękawy miała pociągnięte tak, że zakrywały jej dłonie.
-Hej co cię tu sprowadza- Powiedziała i ziewneła.
-Obudziłem cię? - Delikatnie się uśmiechnełem.
-Hm w sumie to nie wiem. Chyba na kanapie zasnełam.
-A gdzie reszta?
-Poszli na spacer- Odpowiedziala i znowu ziewneła. - Jeju jak ja się zachowuje. Wejdz.
*Miley*
Kurde on tu przyszedł widziałam jego uśmiech. Ostatnio się z nim nie za miło pisałam.
-Chcesz coś do picia? - Zapytałam
-Nie dziękuje. Pytałaś się mnie co mnie tu sprowadza...
-Ah tak. A więc?
-No bo... chciałem cię przeprosić za to, że nazwałem cię suką...
-Jest ok Justin. Naprawdę nie przejmuj się- Powiedziałam.
-Nie jest ok.- Szepnął. Myślał chyba, że tego nie usłyszałam.
-Coś się stało? - Dopytywałam.
-Tak. - Podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Tak namiętnie. Tak prawdziwo. Odwzajemniłam pocałunek. Do domu weszli wszyscy a my z Justinem szybko się od siebie oderwaliśmy.
-Eh przepraszamy. - Powiedział Rayan i pobiegł na górę.
Zrobiłam przykrą minę i sie zarumieniłam.
-OMG! Miley się rumieni!- Krzyknęła Honi. Idiotka hahahah. Rzuciłam jej zabójcze spojrzenie. Gdyby można było zabijać wzrokiem ona by już nie żyła. Staliśmy wszyscy w ciszy przez 15 minut. W końcu postanowiłam się odezwać.
-Idziemy gdzieś?
-Przecież my dopiero wróciliśmy. - Powiedz Alfredo.
-Oj nie marudź. Idę się przebrać i idziemy do kina! Nowy horror dziś wyszedł!
Wszyscy podąsali się do swoich pokoi a ja wzięłam Justina za rękę i zaprowadziłam do siebie. Popchnęłam go na ściana i zaczęłam całować. Justin złapał mnie za biodra jedną ręką a drugą położył na policzku. Po 2 minutach odepchnęłam go i przegryzłam wargę.
-Teraz to ja idę się przebrać. - Powiedziałam z chichotem, gdyż jego mina było rozbrajająca. Hahahah.
-Ale wyglądasz seksownie. - Uśmiechnął się cwaniacko.
-Chcesz, żeby wszyscy faceci się na mnie gapili? - Przegryzłam delikatnie wargę.
-Marsz się przebrać! - Odpowiedział z śmiechem.
Wyciągnęłam Jeansowe spodenki gdzie nie gdzie podarte i to tego o wiele za dużą bluzkę Jacka Daniels'a. Do tego wzięłam butki na koturnie- białe. Zrobiłam lekki makijaż i wyprostowałam włosy. Poprawiłam usta błyszczykiem i wyszłam z łazienki.
Justinowi opadła buzie. Totalnie. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Proszę, bądz na zawsze moja.
-Zawsze ja, zawsze ty, Zawsze my kochanie. - Odpowiedziałam a ten musnął moje usta. Wzięłam go za rękę i wyszliśmy.
-Co tak długo?! - Powiedział Tyga.
-No bo Miley cały czas wchodziła i wychodziła.
Wszyscy się na nas spojrzeli.
-Z łazienki zboczeńce. - Dokończył Justin. Wszyscy zaczęli się śmiać. Zakluczyłam drzwi i weszliśmy do auta.Jechaliśmy z 20 minut. Śpiewaliśmy na cały głos. Hahah dobra. Darliśmy się.
Gdy dojechaliśmy Alfredo poszedł kupić wszystkim bilety na "MAMA". Justin za to poszedł kupić każdemu popcorn i pepsi a także Nachosy. Pomogłam mu ze wszystkim tak samo jak Honey i Fenty a nawet Rayan. Lekko się do niego uśmiechnęłam (Rayan) On jednak odwrócił wzrok.
Kiedy wszystko było kupione akurat wpuszczali. Zajełam miejsce a Justin usiadł obok mnie. Ten horror nie był, aż taki straszny. Cały czas sie przytulałam do Justina. Ogólnie rzucaliśmy sie wszyscy popcornem. Było zabawnie. Na końcu się popłakałam. Był wzruszający moment. Justin mnie mocno przytulił i musnął me usta. Gdy się skończyło wyszliśmy z kina. Było już ciemno. Justin do mnie podszedł i mnie objął. Przeprosilam go i powiedziałam, że muszę pogadać z kimś. Tak, z Rayanem. Stał na końcu nas wszystkich i miał usta i brode w bluzie i kaptur. Nie widziałam jego twarzy. Gdy ściągnełam kaptur zobaczyłam, że był cały zapłakany. Serca mi się skruszyło. To jest okropne.
-Rayan co się stało?
Nic nie odpowiedział. Szlismy dalej w ciszy
-Kurwa Rayan. Wiem, że mnie kochasz. Ale zrozum, że nie możemy być razem. Kiedyś znajdziesz sobię zajebistą dziewczyne, która będzie dla ciebie ideałem. Obiecuje. - Przytuliłam go. Ten się troche rozweselił.
-Już okey. Dziękuje. - Odpowiedział.
Podeszlismy do reszty. Wszyscy się śmiali. Jak podeszłam Justin zrobił kamienną twarz.
-Ej misiek. - Zaczełam.
-Pf. Jestem zazdrosny. -Odpowiedział.
-Zawsze ja dla ciebie. Nie widze nikogo innego poza tobą. Niegdyś wszystko było prostsze. Teraz jesteś ty. Nadal tak jest. Kocham cię całym sercem i dusz.
Zawsze ty, Zawsze ja, Zawsze My. - Powiedział i mnie przytulił.
Doszliśmy wreszcie do auta. Pojechaliśmy do domu. Każdy już dziś był zmęczony. Justin zostawił u nas auto. Gdy dojechaliśmy Justin chciał jechać, ale zablokowałam mu droge.
-Nie zostaniesz ze mną? - Powiedziałam z smutną miną.
-Jutro z samego rana przyjadę, okey?
-Yhm.- Odpowiedziałam smutno. Ten musnął mój nosek. Humor mi sie troszke poprawił. Potem pocałował mnie w usta. Od razu się rozweseliłam.
Czy ja naprawdę czuje coś do Miley?! Jest piękna. Ma piękny uśmiech, oczy, nosek. Kurwa co ona ze mną zrobiła do cholery?! Będę to ukrywać. 2 gangi - jedna miłość? Nie to nie pasuje. Mam ochote coś rozwalić. Cały czas o niej myśle. Ja pierdole mózgu PRZESTAŃ! Wyszedłem jak najprędzej z domu. Wsiadłem do wozu i pojechałem przed siebie. Dojechałem pod Gang Miley. Kurde. Sam chciałem tu przyjechać czy jak? Nie ogarniam już. Zapukałem do drzwi. Otworzyłam delikatna dziewczyna w szarym sweterku do półowy ud. Rękawy miała pociągnięte tak, że zakrywały jej dłonie.
-Hej co cię tu sprowadza- Powiedziała i ziewneła.
-Obudziłem cię? - Delikatnie się uśmiechnełem.
-Hm w sumie to nie wiem. Chyba na kanapie zasnełam.
-A gdzie reszta?
-Poszli na spacer- Odpowiedziala i znowu ziewneła. - Jeju jak ja się zachowuje. Wejdz.
*Miley*
Kurde on tu przyszedł widziałam jego uśmiech. Ostatnio się z nim nie za miło pisałam.
-Chcesz coś do picia? - Zapytałam
-Nie dziękuje. Pytałaś się mnie co mnie tu sprowadza...
-Ah tak. A więc?
-No bo... chciałem cię przeprosić za to, że nazwałem cię suką...
-Jest ok Justin. Naprawdę nie przejmuj się- Powiedziałam.
-Nie jest ok.- Szepnął. Myślał chyba, że tego nie usłyszałam.
-Coś się stało? - Dopytywałam.
-Tak. - Podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Tak namiętnie. Tak prawdziwo. Odwzajemniłam pocałunek. Do domu weszli wszyscy a my z Justinem szybko się od siebie oderwaliśmy.
-Eh przepraszamy. - Powiedział Rayan i pobiegł na górę.
Zrobiłam przykrą minę i sie zarumieniłam.
-OMG! Miley się rumieni!- Krzyknęła Honi. Idiotka hahahah. Rzuciłam jej zabójcze spojrzenie. Gdyby można było zabijać wzrokiem ona by już nie żyła. Staliśmy wszyscy w ciszy przez 15 minut. W końcu postanowiłam się odezwać.
-Idziemy gdzieś?
-Przecież my dopiero wróciliśmy. - Powiedz Alfredo.
-Oj nie marudź. Idę się przebrać i idziemy do kina! Nowy horror dziś wyszedł!
Wszyscy podąsali się do swoich pokoi a ja wzięłam Justina za rękę i zaprowadziłam do siebie. Popchnęłam go na ściana i zaczęłam całować. Justin złapał mnie za biodra jedną ręką a drugą położył na policzku. Po 2 minutach odepchnęłam go i przegryzłam wargę.
-Teraz to ja idę się przebrać. - Powiedziałam z chichotem, gdyż jego mina było rozbrajająca. Hahahah.
-Ale wyglądasz seksownie. - Uśmiechnął się cwaniacko.
-Chcesz, żeby wszyscy faceci się na mnie gapili? - Przegryzłam delikatnie wargę.
-Marsz się przebrać! - Odpowiedział z śmiechem.
Wyciągnęłam Jeansowe spodenki gdzie nie gdzie podarte i to tego o wiele za dużą bluzkę Jacka Daniels'a. Do tego wzięłam butki na koturnie- białe. Zrobiłam lekki makijaż i wyprostowałam włosy. Poprawiłam usta błyszczykiem i wyszłam z łazienki.
Justinowi opadła buzie. Totalnie. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Proszę, bądz na zawsze moja.
-Zawsze ja, zawsze ty, Zawsze my kochanie. - Odpowiedziałam a ten musnął moje usta. Wzięłam go za rękę i wyszliśmy.
-Co tak długo?! - Powiedział Tyga.
-No bo Miley cały czas wchodziła i wychodziła.
Wszyscy się na nas spojrzeli.
-Z łazienki zboczeńce. - Dokończył Justin. Wszyscy zaczęli się śmiać. Zakluczyłam drzwi i weszliśmy do auta.Jechaliśmy z 20 minut. Śpiewaliśmy na cały głos. Hahah dobra. Darliśmy się.
Gdy dojechaliśmy Alfredo poszedł kupić wszystkim bilety na "MAMA". Justin za to poszedł kupić każdemu popcorn i pepsi a także Nachosy. Pomogłam mu ze wszystkim tak samo jak Honey i Fenty a nawet Rayan. Lekko się do niego uśmiechnęłam (Rayan) On jednak odwrócił wzrok.
Kiedy wszystko było kupione akurat wpuszczali. Zajełam miejsce a Justin usiadł obok mnie. Ten horror nie był, aż taki straszny. Cały czas sie przytulałam do Justina. Ogólnie rzucaliśmy sie wszyscy popcornem. Było zabawnie. Na końcu się popłakałam. Był wzruszający moment. Justin mnie mocno przytulił i musnął me usta. Gdy się skończyło wyszliśmy z kina. Było już ciemno. Justin do mnie podszedł i mnie objął. Przeprosilam go i powiedziałam, że muszę pogadać z kimś. Tak, z Rayanem. Stał na końcu nas wszystkich i miał usta i brode w bluzie i kaptur. Nie widziałam jego twarzy. Gdy ściągnełam kaptur zobaczyłam, że był cały zapłakany. Serca mi się skruszyło. To jest okropne.
-Rayan co się stało?
Nic nie odpowiedział. Szlismy dalej w ciszy
-Kurwa Rayan. Wiem, że mnie kochasz. Ale zrozum, że nie możemy być razem. Kiedyś znajdziesz sobię zajebistą dziewczyne, która będzie dla ciebie ideałem. Obiecuje. - Przytuliłam go. Ten się troche rozweselił.
-Już okey. Dziękuje. - Odpowiedział.
Podeszlismy do reszty. Wszyscy się śmiali. Jak podeszłam Justin zrobił kamienną twarz.
-Ej misiek. - Zaczełam.
-Pf. Jestem zazdrosny. -Odpowiedział.
-Zawsze ja dla ciebie. Nie widze nikogo innego poza tobą. Niegdyś wszystko było prostsze. Teraz jesteś ty. Nadal tak jest. Kocham cię całym sercem i dusz.
Zawsze ty, Zawsze ja, Zawsze My. - Powiedział i mnie przytulił.
Doszliśmy wreszcie do auta. Pojechaliśmy do domu. Każdy już dziś był zmęczony. Justin zostawił u nas auto. Gdy dojechaliśmy Justin chciał jechać, ale zablokowałam mu droge.
-Nie zostaniesz ze mną? - Powiedziałam z smutną miną.
-Jutro z samego rana przyjadę, okey?
-Yhm.- Odpowiedziałam smutno. Ten musnął mój nosek. Humor mi sie troszke poprawił. Potem pocałował mnie w usta. Od razu się rozweseliłam.
Rozdział 6
*Justin*
Dalej szukamy Seleny. Dziś się popłakałem. Czemu? Eh może nic do niej nie czuje, ale jest dla mnie jak siostra.Kurwa jak się dowiem kto to rozwale skurwielów.
Moje przemyślenia wyrwał dzwięk mojego telefonu. Informowało to, że dostałem wiadomość.
*Od: Miley*
Przyjedziesz?
Od razu odpowiedzialem.
*Do: Miley*
Jasne musimy pogadać.
Pobiegłem do auta i odpalilem go. Jadąc słuchałem muzyki. Pod domem Gangu Miley byłem bo 15 minutach. Zapukałem. Otworzyła mi Honey.
-Hej- Powiedziałem.
-Ta cześć wlaz.-Wpuściła mnie. Moim oczom ukazała się Selena.
-Co to kurwa ma znaczyć- Wrzasnełem.
-No bo..- Miley zaczeła
-Szłam do sklepu handlowego gdy napadli na mnie jacyć sukinsyni. Kazali dać mi kase itd. ale się wyrywałam, jechałam po nich i mnie wsadzili do wozu. Potem uciekłam a najbliżej był dom Miley. Zaopiekowali się mną i mnie nakarmili. Jest ok Justin.- Dokończyła Selena
-Wiesz kto ty był? - Podszedłem i ją przytuliłem.
-Niestety nie. Mieli maski.
-Okey chcesz jechać do domu?
-Taak. Chodz.
*Miley*
Jejciu Selena nie jest taka zla. Dla naszego dobra skłamała. Będę ją bardziej szanować. Justin i Selena wyszli a ja poszłam do siebie. Zaczełam płakać. Po dzisiejszej rozmowie z Honey. Może ja naprawde coś czuje do Justina. Dobra, co ja pieprze. Ja i on? HA! Nigdy. Wróg z wrogiem? Sory to nie jest dobra mieszanka. Poszłam wziązć przysznic i się przebrać. Umyłam się płynem cytrynowym a włosy- pomarańczowym.
Owinełam ręcznik wokół siebie i wyszłam z łazienki. Nie patrząc weszłam do pokoju Honey przez pomyłke. Zobaczyłam jak całuje się z Tyga.
-O kuzwa przepraszam. Nie te drzwi. - Szybko zamknelam i poszłam juz do właściwego pokoju. Weszłam do garderoby i zaczełam kombinować. Mineło 30 minut a ja dalej nie wiedziałam co na siebie włożyć. W końcu wyciągnełam czarne szorty z ćwiekami na kieszeniach do tego białą bluzke do pępka z napisem "forever young" i do tego białe Conversy. Zeszłam na dół do wszystkich.
-Ej lenie! Zbierać się. Idzziemy na plaże kochani.
Wszyscy leniwie wstali a ja ich pospieszałam. Poszłam do siebie jeszcze założyć strój kąpielowy bo wcześniej na to nie wpadłam. Postanowiłam jednak, że ubiore klapki.
Gdy wszyscy byli już gotowi wyszliśmy. Po drodze weszliśmy do sklepu. Kupiliśmy 6 puszek pepsi do tego 3 paczki Chipsów i dla każdego po lodzie carmelowym. Mmm pycha. Idąc jedliśmy nasze lody, które się roztapiały. Gdy doszlismy rozłożylismy ręczniki i koc a chłopacy zaczeli dmuchać piłki itd. Ja włączyłam muzyke na swoim IPhonie i założylam słuchawki. Gdy tak słuchałam poczułam, że ktoś bierze mnie na ręce. Słuchawki mi spadły z uszów a jak to się okazało Rayan wrzucił mnie do wody. Idiota hahahah. Gdy tak zaczełam pływać podpłynął do mnie ten debil, który wcześniej mnie wrzucił do tej jakże zimnej wody. No mi zawsze jest zimno.
-Miley jesteś zła?
-Tak. - Powiedziałam z kamiennym wyrazem twarzy. Chwile tak staliśmy w wodzie a potem zaczełam się śmiać. Rayan podniósł mój podbródek i mnie pocałował. Eh nie chciałam mu zrobić przykrości ale go odepchnełam. Kocham go, ale jak brata.
-Prz-e-epraszam. Ale nie mogę. - Powiedziałam a ten wyszedł z wody. Wziął ręcznik i poszedł przed siebie. Chciałam za nim pobiec ale wiem, że on teraz woli być sam. Czy.. nieważne.
Zaczełam się żalić Honey, która mnie mocniutko przytuliła.
-Wszystko będzie dobrze kochanie. - Powiedziała.
-Wiem, ale. Ehr.
Na plaży byliśmy do 19. Postanowiliśmy się zbierać. Rayana dalej nie było. Poprosiłam Alfredo, żeby wziął moje ciuchy.
-Hahah chcesz się wyplątać od noszenia!- Powiedział.
-Dziękuje- Odpowiedziałam i dałam mu buziaka w policzek po czym zaczełam szukać Rayana. Chdziłam po różnych uliczkach, bo wiedziałam, że on takie kocha. W końcu go znalazłam. Gadałaś z jakimiś kolesiami po czym oni zaczeli go bić. Wkroczyłam do akcji. Wyjełam pistolet.
-Zostawcie go kurwa albo nacisne za spóst i wszystkim ryje powystrzelam.
-Hahaha lalunia. - Jeden z tamtych pedofilów powiedziałam i do mnie podszedł zaczął mnie dotykać po czym nie bałam się i nacisnełam za spóst wycelowałam prosto w jego pyskaty ryj.
-No co z wami też tak zrobić. Wypierdalać mi!
Oczywiście uciekli.
-Dzięki. - Powiedział szeptem Rayan.
-Nie ma za co. Lubię niebezpieczenstwo. Chcesz pogadać?
-Hm nie. tak. nie. Zręsztą musze. Miley bo bo ja cię kocham. Wiem, że ty mnie nie. Widać, że zaczynasz coś czuć do Justina.
-Hahha Rayan nie czuje nic do Justina.
-Jeszcze- Powiedziała prawie niesłyszalnie.
-I Nigdy. - Powiedziałam po czym musnełam jego usta. - Kocham cię, ale jako brata. Nie chcę potem ciebie stracić. - Odpowiedziałam z troską.
-Rozumiem. - Odpowiedział i mnie przytulił.
Poszliśmy do domu trzymając się za ręke. Po drodze spotkaliśmy Gang Biebera wraz z nim. Zaczął się odwracać byle nie patrzeć na mnie i Rayana.
-Cześć Miley- Powiedziała uśmiechnięta Selena.
-Hej,hej- Odzwajemniłam uśmiech i poszliśmy.
Do domu szliśmy już w ciszy. Gdy weszliśmy były piękne zapachy. Okazało się, że te leniuchy zrobiły Lazanie. Wszyscy usiedli do stołu i sie zajadali. Kiedy jadłam mój IPhon "powiedział", że dostałam wiadomość. Ruszyłam do torebki po czym ją odczytałam.
*Od: Justin*
Już kolejny suko?
*Do: Justin*
A co zazdrosny?
Czekałam i czekalam na odpowiedz. Poszłam do siebie i włączyłam Facebook'a. Pisałam z moją koleżanką- Ashley. Mieszkała po sąsiedzku kiedy miałam jeszcze rodziców. Nieważne.
Wtem dostałam wiadomość.
*Od: Justin*
Tak, kurwa i to jak.
Jejku czy on się właśnie przyznał. Eh...
Dalej szukamy Seleny. Dziś się popłakałem. Czemu? Eh może nic do niej nie czuje, ale jest dla mnie jak siostra.Kurwa jak się dowiem kto to rozwale skurwielów.
Moje przemyślenia wyrwał dzwięk mojego telefonu. Informowało to, że dostałem wiadomość.
*Od: Miley*
Przyjedziesz?
Od razu odpowiedzialem.
*Do: Miley*
Jasne musimy pogadać.
Pobiegłem do auta i odpalilem go. Jadąc słuchałem muzyki. Pod domem Gangu Miley byłem bo 15 minutach. Zapukałem. Otworzyła mi Honey.
-Hej- Powiedziałem.
-Ta cześć wlaz.-Wpuściła mnie. Moim oczom ukazała się Selena.
-Co to kurwa ma znaczyć- Wrzasnełem.
-No bo..- Miley zaczeła
-Szłam do sklepu handlowego gdy napadli na mnie jacyć sukinsyni. Kazali dać mi kase itd. ale się wyrywałam, jechałam po nich i mnie wsadzili do wozu. Potem uciekłam a najbliżej był dom Miley. Zaopiekowali się mną i mnie nakarmili. Jest ok Justin.- Dokończyła Selena
-Wiesz kto ty był? - Podszedłem i ją przytuliłem.
-Niestety nie. Mieli maski.
-Okey chcesz jechać do domu?
-Taak. Chodz.
*Miley*
Jejciu Selena nie jest taka zla. Dla naszego dobra skłamała. Będę ją bardziej szanować. Justin i Selena wyszli a ja poszłam do siebie. Zaczełam płakać. Po dzisiejszej rozmowie z Honey. Może ja naprawde coś czuje do Justina. Dobra, co ja pieprze. Ja i on? HA! Nigdy. Wróg z wrogiem? Sory to nie jest dobra mieszanka. Poszłam wziązć przysznic i się przebrać. Umyłam się płynem cytrynowym a włosy- pomarańczowym.
Owinełam ręcznik wokół siebie i wyszłam z łazienki. Nie patrząc weszłam do pokoju Honey przez pomyłke. Zobaczyłam jak całuje się z Tyga.
-O kuzwa przepraszam. Nie te drzwi. - Szybko zamknelam i poszłam juz do właściwego pokoju. Weszłam do garderoby i zaczełam kombinować. Mineło 30 minut a ja dalej nie wiedziałam co na siebie włożyć. W końcu wyciągnełam czarne szorty z ćwiekami na kieszeniach do tego białą bluzke do pępka z napisem "forever young" i do tego białe Conversy. Zeszłam na dół do wszystkich.
-Ej lenie! Zbierać się. Idzziemy na plaże kochani.
Wszyscy leniwie wstali a ja ich pospieszałam. Poszłam do siebie jeszcze założyć strój kąpielowy bo wcześniej na to nie wpadłam. Postanowiłam jednak, że ubiore klapki.
Gdy wszyscy byli już gotowi wyszliśmy. Po drodze weszliśmy do sklepu. Kupiliśmy 6 puszek pepsi do tego 3 paczki Chipsów i dla każdego po lodzie carmelowym. Mmm pycha. Idąc jedliśmy nasze lody, które się roztapiały. Gdy doszlismy rozłożylismy ręczniki i koc a chłopacy zaczeli dmuchać piłki itd. Ja włączyłam muzyke na swoim IPhonie i założylam słuchawki. Gdy tak słuchałam poczułam, że ktoś bierze mnie na ręce. Słuchawki mi spadły z uszów a jak to się okazało Rayan wrzucił mnie do wody. Idiota hahahah. Gdy tak zaczełam pływać podpłynął do mnie ten debil, który wcześniej mnie wrzucił do tej jakże zimnej wody. No mi zawsze jest zimno.
-Miley jesteś zła?
-Tak. - Powiedziałam z kamiennym wyrazem twarzy. Chwile tak staliśmy w wodzie a potem zaczełam się śmiać. Rayan podniósł mój podbródek i mnie pocałował. Eh nie chciałam mu zrobić przykrości ale go odepchnełam. Kocham go, ale jak brata.
-Prz-e-epraszam. Ale nie mogę. - Powiedziałam a ten wyszedł z wody. Wziął ręcznik i poszedł przed siebie. Chciałam za nim pobiec ale wiem, że on teraz woli być sam. Czy.. nieważne.
Zaczełam się żalić Honey, która mnie mocniutko przytuliła.
-Wszystko będzie dobrze kochanie. - Powiedziała.
-Wiem, ale. Ehr.
Na plaży byliśmy do 19. Postanowiliśmy się zbierać. Rayana dalej nie było. Poprosiłam Alfredo, żeby wziął moje ciuchy.
-Hahah chcesz się wyplątać od noszenia!- Powiedział.
-Dziękuje- Odpowiedziałam i dałam mu buziaka w policzek po czym zaczełam szukać Rayana. Chdziłam po różnych uliczkach, bo wiedziałam, że on takie kocha. W końcu go znalazłam. Gadałaś z jakimiś kolesiami po czym oni zaczeli go bić. Wkroczyłam do akcji. Wyjełam pistolet.
-Zostawcie go kurwa albo nacisne za spóst i wszystkim ryje powystrzelam.
-Hahaha lalunia. - Jeden z tamtych pedofilów powiedziałam i do mnie podszedł zaczął mnie dotykać po czym nie bałam się i nacisnełam za spóst wycelowałam prosto w jego pyskaty ryj.
-No co z wami też tak zrobić. Wypierdalać mi!
Oczywiście uciekli.
-Dzięki. - Powiedział szeptem Rayan.
-Nie ma za co. Lubię niebezpieczenstwo. Chcesz pogadać?
-Hm nie. tak. nie. Zręsztą musze. Miley bo bo ja cię kocham. Wiem, że ty mnie nie. Widać, że zaczynasz coś czuć do Justina.
-Hahha Rayan nie czuje nic do Justina.
-Jeszcze- Powiedziała prawie niesłyszalnie.
-I Nigdy. - Powiedziałam po czym musnełam jego usta. - Kocham cię, ale jako brata. Nie chcę potem ciebie stracić. - Odpowiedziałam z troską.
-Rozumiem. - Odpowiedział i mnie przytulił.
Poszliśmy do domu trzymając się za ręke. Po drodze spotkaliśmy Gang Biebera wraz z nim. Zaczął się odwracać byle nie patrzeć na mnie i Rayana.
-Cześć Miley- Powiedziała uśmiechnięta Selena.
-Hej,hej- Odzwajemniłam uśmiech i poszliśmy.
Do domu szliśmy już w ciszy. Gdy weszliśmy były piękne zapachy. Okazało się, że te leniuchy zrobiły Lazanie. Wszyscy usiedli do stołu i sie zajadali. Kiedy jadłam mój IPhon "powiedział", że dostałam wiadomość. Ruszyłam do torebki po czym ją odczytałam.
*Od: Justin*
Już kolejny suko?
*Do: Justin*
A co zazdrosny?
Czekałam i czekalam na odpowiedz. Poszłam do siebie i włączyłam Facebook'a. Pisałam z moją koleżanką- Ashley. Mieszkała po sąsiedzku kiedy miałam jeszcze rodziców. Nieważne.
Wtem dostałam wiadomość.
*Od: Justin*
Tak, kurwa i to jak.
Jejku czy on się właśnie przyznał. Eh...
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Rozdział 5
*Miley*
Była tam Selena.
-Wypierdalaj od Justina suko. - Powiedziała i mnie popchneła. Wszyscy się na nią rzucili.
-Zostawcią ją. Załatwie to sama. - Wyjełam pistolet i przyłożyłam jej do głowy. - Twoje ostatnie słowo?
-Miley prosze zostaw ją.- Powiedział Justin.
-Skąd ty się tu wziełeś?!
-Długa historia. Proszę nie rób jej nic.
-Dlaczego?
-Bo.. bo tak proszę. - Włożyłam pistolet z powrotem na miejsce.
-Dobrze.
-Selena idziemy. - Wziął ją za koszulke i poszedł.
-Ja pierdole jaka dziwka.- Krzyknełam gdy juz wyszli.
-Jak tam plan- znowu dopytywal się Alfredo.
-Słuchaj jak się uda to się uda. Jejciu najwyżej to będzie totalna klapa.
-Uuu czyżby Miley naprawde się zakochała?- Powiedziałam Honi a Tyga się zaśmiał.
-Honey ty lepiej martw o tego tam. - Powiedziałam oschle.
Honey się zarumieniła i pobiegła do pokoju a Tyga za nią chodz go złapałam.
-Ja z nią pogadam ok?
-Ta spoko.
Weszłam do pokoju Honi a ona siedziała na parapecie i płakała.
-Skarbie przepraszam.
-Okey też nie powinnam mówić takich rzeczy. - Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Chodz idziemy na dół. - Powiedziałam
Gdy zeszliśmy Tyga się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech.
-Ej wyskoczymy dziś gdzieś może na jakiś wybuch?
-O co Ci chodzi Fenty? - Zapytał Rayan.
-No wiecie tak myśle, że jeżeli Miley nie chce dalej ciągnąć tego z Justinem to wymyśmy jakiś plan. - Powiedziała z usmiechem Fenty.
Alfredo zaczął od razu wszystko wyliczać. Mieliśmy już plan. Naprawdę był świetny!
Wzielismy nasz Wan i pojechaliśmy pod gang Justina.
Mieliśmy zabrać Selene. Hahhaha! Suka dowie się w końcu na co może sobie pozwalać a na co nie.
Alfredo miał wszystko obserwować przez jakąś maszyne.
-Selena jest teraz sama! W swoim pokoju. - Krzyknął Alfredo.
-Zostańcie wszyscy tylko Tyga chodz. - Powiedziałam.
Gdy pomału szlismy zaczełam rozmowe.
-Jak tam z Honi?
-A co ma być.
-Idioto jeszcze się z nią nie umowiłeś?
-Nie a powinienem?
-Chłopacy są naprawdę Tępi. Tak Tak tak!!
Potem już się nie odezwał. Zaczepiliśmy line i weszliśmy pod okno Seleny.
-3,2,1- Powiedziałam i szybko wbiegliśmy do niej po czym zatkaliśmy jej buzie.
-A teraz idziemy. - Ściągneliśmy ją po linie i wepchnelismy do wana.
-I jak tam gomez? - Krzyknełam. Po czym zabrałam jej wszystko co miala. - Pistolet, którego i tak nie używa, telefon i jakies drobniaki jakie miała w kieszeni. Jeszcze raz ją przeszukałam po czym tylko zawiązaliśmy ją sznurkami.
*Justin*
Zrobiłem dziś obiad. Łoo ja Justin Bieber. Ha! Przygotowałem Spaghetti. Mm pycha. Zawołałem wszystkich. Oczywiście przybiegli jak to po nich przystało. Zaśmiałem się pod nosem. Na swoim miejscu nie było tylko Seleny.
-Gdzie jest Gomez? - Zapytałem.
Nikt nie wiedział. Poszedłem do jej pokoju. Nikogo nie było.
-Kurwa Selena znikneła.
Od razu przybiegł Chris i Lil. Zaczelismy wszystko przeszukiwać. Został kawałek porwanej bluzki. To Seleny! Kurwa- pomyślałem. - Tylko tego nam brakowało.
-Nie ma co szukamy jej.- Powiedział Lil
-Najpierw zajrzymy u Gangu Miley. - Powiedziałem ze złością w oczach.
Wziełem ze sobą tylko Chrisa i Lil'a. Pojechaliśmy do domu tamtych. Jeżeli się okaże że to oni wszystkich pozabijam kurwa.
Bez pukania weszliśmy do domu.
-Kurwa Justin co ty tu robisz- krzyknełam Miley
-Gdzie jest Selena?
-Ta suka? Nie wiem ostatnim razem widziałam ją gdy na mnie naskoczyła.
-Gdzie jest reszta?!
-Ja pierdole co to za przesłuchanie?
-Kurwa mów dziwko. - Krzyknełem. Nie chcialem jej tak nazwać ale samo wyszło.
-Wypierdalaj z tego mieszkania!
-Najpierw powiesz mi gdzie jest reszta- Przybliżyłem jej pistolet do głowy.
-Na pizzie ok? Jeju nie chciało się nikomu dziś gotować więc pojechali.
-A ty dlaczego nie pojechałaś?- Włożyłem juz pistolet na miejsce.
-Nie mam humoru a po drugie zle się czuje. Koniec?
-Ta. Wychodzimy.
*Miley*
Tak mało brakowało. Eh.Tak naprawde wszyscy są na górze wiążą Selene.
Poszłam do nich.
-Był tu Justin. Już się dowieli o zniknięciu tej zołzy.
-Proszę wypuście mnie a nie wygadam, że to wy.
-Ta jasne. Zjesz coś?- odpowiedziałam
-Eee ale..? - Była zmieszana.
-Myślisz, że będziemy Cię głodować? Nie długo cię wypuścimy chcemy tylko, żeby troche tamci się pomęczyli.- Zaśmiałam się ironicznie.
-Aaa odwiążecie mnie?
-Mhe. Dobra.
-Dzięę.. kuje. - Powiedziała.
-Ej ogarnij już się. Nie jesteśmy potworami.
Zeszliśmy na dół a ja podałam pizze. Tak, pizza jest tylko zamówiona. Wszyscy się na nią rzucili, ale Selena siedziała cichutko.
-No jedz. - Powiedziałam.
Selena wzieła kawałek pizzy i zaczeła jeść.
Gdy zachciało mi się pić wziełam dla każdego szklanki i położyłam na stół a potem sięgnełam po Pepsi i każdemu nalałam. Gomez niepewnie się napiła.
Uśmiechnełam się do niej a ona to odwzajemniła. Nie wiem co się stanie jak Justin się o wszystkim dowie.
Była tam Selena.
-Wypierdalaj od Justina suko. - Powiedziała i mnie popchneła. Wszyscy się na nią rzucili.
-Zostawcią ją. Załatwie to sama. - Wyjełam pistolet i przyłożyłam jej do głowy. - Twoje ostatnie słowo?
-Miley prosze zostaw ją.- Powiedział Justin.
-Skąd ty się tu wziełeś?!
-Długa historia. Proszę nie rób jej nic.
-Dlaczego?
-Bo.. bo tak proszę. - Włożyłam pistolet z powrotem na miejsce.
-Dobrze.
-Selena idziemy. - Wziął ją za koszulke i poszedł.
-Ja pierdole jaka dziwka.- Krzyknełam gdy juz wyszli.
-Jak tam plan- znowu dopytywal się Alfredo.
-Słuchaj jak się uda to się uda. Jejciu najwyżej to będzie totalna klapa.
-Uuu czyżby Miley naprawde się zakochała?- Powiedziałam Honi a Tyga się zaśmiał.
-Honey ty lepiej martw o tego tam. - Powiedziałam oschle.
Honey się zarumieniła i pobiegła do pokoju a Tyga za nią chodz go złapałam.
-Ja z nią pogadam ok?
-Ta spoko.
Weszłam do pokoju Honi a ona siedziała na parapecie i płakała.
-Skarbie przepraszam.
-Okey też nie powinnam mówić takich rzeczy. - Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Chodz idziemy na dół. - Powiedziałam
Gdy zeszliśmy Tyga się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech.
-Ej wyskoczymy dziś gdzieś może na jakiś wybuch?
-O co Ci chodzi Fenty? - Zapytał Rayan.
-No wiecie tak myśle, że jeżeli Miley nie chce dalej ciągnąć tego z Justinem to wymyśmy jakiś plan. - Powiedziała z usmiechem Fenty.
Alfredo zaczął od razu wszystko wyliczać. Mieliśmy już plan. Naprawdę był świetny!
Wzielismy nasz Wan i pojechaliśmy pod gang Justina.
Mieliśmy zabrać Selene. Hahhaha! Suka dowie się w końcu na co może sobie pozwalać a na co nie.
Alfredo miał wszystko obserwować przez jakąś maszyne.
-Selena jest teraz sama! W swoim pokoju. - Krzyknął Alfredo.
-Zostańcie wszyscy tylko Tyga chodz. - Powiedziałam.
Gdy pomału szlismy zaczełam rozmowe.
-Jak tam z Honi?
-A co ma być.
-Idioto jeszcze się z nią nie umowiłeś?
-Nie a powinienem?
-Chłopacy są naprawdę Tępi. Tak Tak tak!!
Potem już się nie odezwał. Zaczepiliśmy line i weszliśmy pod okno Seleny.
-3,2,1- Powiedziałam i szybko wbiegliśmy do niej po czym zatkaliśmy jej buzie.
-A teraz idziemy. - Ściągneliśmy ją po linie i wepchnelismy do wana.
-I jak tam gomez? - Krzyknełam. Po czym zabrałam jej wszystko co miala. - Pistolet, którego i tak nie używa, telefon i jakies drobniaki jakie miała w kieszeni. Jeszcze raz ją przeszukałam po czym tylko zawiązaliśmy ją sznurkami.
*Justin*
Zrobiłem dziś obiad. Łoo ja Justin Bieber. Ha! Przygotowałem Spaghetti. Mm pycha. Zawołałem wszystkich. Oczywiście przybiegli jak to po nich przystało. Zaśmiałem się pod nosem. Na swoim miejscu nie było tylko Seleny.
-Gdzie jest Gomez? - Zapytałem.
Nikt nie wiedział. Poszedłem do jej pokoju. Nikogo nie było.
-Kurwa Selena znikneła.
Od razu przybiegł Chris i Lil. Zaczelismy wszystko przeszukiwać. Został kawałek porwanej bluzki. To Seleny! Kurwa- pomyślałem. - Tylko tego nam brakowało.
-Nie ma co szukamy jej.- Powiedział Lil
-Najpierw zajrzymy u Gangu Miley. - Powiedziałem ze złością w oczach.
Wziełem ze sobą tylko Chrisa i Lil'a. Pojechaliśmy do domu tamtych. Jeżeli się okaże że to oni wszystkich pozabijam kurwa.
Bez pukania weszliśmy do domu.
-Kurwa Justin co ty tu robisz- krzyknełam Miley
-Gdzie jest Selena?
-Ta suka? Nie wiem ostatnim razem widziałam ją gdy na mnie naskoczyła.
-Gdzie jest reszta?!
-Ja pierdole co to za przesłuchanie?
-Kurwa mów dziwko. - Krzyknełem. Nie chcialem jej tak nazwać ale samo wyszło.
-Wypierdalaj z tego mieszkania!
-Najpierw powiesz mi gdzie jest reszta- Przybliżyłem jej pistolet do głowy.
-Na pizzie ok? Jeju nie chciało się nikomu dziś gotować więc pojechali.
-A ty dlaczego nie pojechałaś?- Włożyłem juz pistolet na miejsce.
-Nie mam humoru a po drugie zle się czuje. Koniec?
-Ta. Wychodzimy.
*Miley*
Tak mało brakowało. Eh.Tak naprawde wszyscy są na górze wiążą Selene.
Poszłam do nich.
-Był tu Justin. Już się dowieli o zniknięciu tej zołzy.
-Proszę wypuście mnie a nie wygadam, że to wy.
-Ta jasne. Zjesz coś?- odpowiedziałam
-Eee ale..? - Była zmieszana.
-Myślisz, że będziemy Cię głodować? Nie długo cię wypuścimy chcemy tylko, żeby troche tamci się pomęczyli.- Zaśmiałam się ironicznie.
-Aaa odwiążecie mnie?
-Mhe. Dobra.
-Dzięę.. kuje. - Powiedziała.
-Ej ogarnij już się. Nie jesteśmy potworami.
Zeszliśmy na dół a ja podałam pizze. Tak, pizza jest tylko zamówiona. Wszyscy się na nią rzucili, ale Selena siedziała cichutko.
-No jedz. - Powiedziałam.
Selena wzieła kawałek pizzy i zaczeła jeść.
Gdy zachciało mi się pić wziełam dla każdego szklanki i położyłam na stół a potem sięgnełam po Pepsi i każdemu nalałam. Gomez niepewnie się napiła.
Uśmiechnełam się do niej a ona to odwzajemniła. Nie wiem co się stanie jak Justin się o wszystkim dowie.
sobota, 10 sierpnia 2013
Rozdział 4
Poszłam otworzyć drzwi a tam Bieber.
Wszyscy ruszyli się z miejsca i podeszli do mnie po czym wyjeli pistolety.
-Uspokójcie się, dajmy mu coś powiedzieć. - Schowali pistolety. - A więc?- Powiedziałam.
-Miley możemy pogadać?- zapytał
-Ee Okey? Chodz.- Weszłam z nim do mojego pokoju.
-Miley umówisz się dziś ze mną?- Powiedział nie śmiale. Następny, który się rumieni.
-No wiesz... bo...ja...Nie mogę dzisiaj.
-Aha. - Rzucił oschle i wyszedł.
-Co chciał.- Zapytalam się Alfredo.
-Eee nic takiego.
-No gadaj. - Powiedziała Honey.
-Eh, żeby się z nim umowiła dzisiaj.
-A ty co na to?! - Dopytywał Alfredo.
-No, że dziś nie moge.
-Kurde, chcesz żeby ten plan się udał?! To piszesz do niego, że plany się zmieniły i że jednak możesz iść. - Powiedziała Fenty. Ona zawsze ma racje. Grr.
-Okey Okey. - Odpowiedziałam a następnie wziełam swojego IPhona do ręki.
*Do: Bieber*
Hej tu Miley. Jednak plany mi się zmieniły. Propozycją dalej aktualna? :)
Długo nie czekałam na odpowiedz.
*Od: Bieber*
Hmm no nie wiem, nie wiem :D Jasne, że aktualna. Wpadne po ciebie o 18 :)
Już nic nie odpisałam. Spojrzałam na godzine. Cholera 17 - pomyślałam i pobiegłam szybko na góre się ubrać. Jednak się kawałek wróciłam.
-Honi! - Krzyknełam.
-No?- Odpowiedziała też krzycząc.
-Pomoż mi się przyszykować!
Najpierw poszłam się pożadnie wykąpać. Następnie zrobiłam sobie makijaż i zaczełam szykować ciuchy. Padło na to, że ubrałam krótkie "porwane" , białe szorty, do tego czarny sweatshirt z napisem "Forever Dream" i białe conversy. Zadzwonił dzwonek do drzwi, wziełam torbe i wyszłam z domu.
-No hej. - Powiedział Justin.
-Cześć- odpowiedziałam. - Gdzie idziemy?
-Hmm kino?
-Jasne. Na co?
-Niespodzianka.- usmiechnął się cwaniacko.
Wsiedliśmy do auta i jechaliśmy w milczeniu przez 15 minut. Zatrzymaliśmy sie przed kinem. Bieber zaparkował. Kierowaliśmy się w strone sprzedaży biletów.
-Dwa bilety na Pogrzebani 3.- Powiedział Justin. Gdy wzieliśmy swoje bilety poszliśmy po popcorn i picie.
-Co chcesz? -Zapytał się Justin.
-Wystarczy mi pepsi. - odpowiedziałam.
Bieber zamówił i zapłacił następnie poszliśmy na sale gdzię odbędzie sie horror.
Trwał ok. godzine i pół godziny. Z Justinem jak wszyscy krzyczeli mi się śmieliśmy. Serio?! To nie było straszne. Nie dla mnie. Oczywiście nie obeszło się bez wojny na popcorn. Hahahahha! Wygrałam. Gdy ta "komedia" się skończyła wyszliśmy z kina i kierowaliśmy się do auta.
-Jesteś głodna. - Rzucił Biebs.
-Hm. Coś bym zjadła.
Justin już nic nie odpowiedział. Podjechaliśmy do Kfc. Bieber zamówił kubełek a mi kazał zająć miejsce.Gdy jedliśmy pobrudziłam się od sosu.
-Masz tu coś- Justin wskazał na plame i wziął husteczke i wytarł.
Szeroko się usmiechnełam. Potem siedzieliśmy już w ciszy. Gdy skonczyliśmy jeść Justin odwiózł mnie do domu. Wysiadł z auta i otworzył mi drzwi.
-Dziekuje za dziś. - Powiedział z uśmiechem i dał mi buziaka w policzek.
Pomachałam mu i weszłam do domu.
-No i jak było?- Zapytała uradowana Honi.
-Ee cześć?
-No tak tak jak było? - Zapytał sie Alfredo.
-Ah no dobrze. - Opowiedziałam im wszystko po kolei po czym każdy przybił mi piątke.
Resztę nocy graliśmy na Xboxie. Oczywiście wygrywałam. O ok. 5 poszłam spać. Jak dobrze, że jutro
Weekend.
Obudziło mnie dobijanie się do drzwi. Gr. Czy np.Honi nie mogła otworzyć. Szybko zeszłam na dół i otworzyłam drzwi w nich stała Selenka.
.....................................................................................................
Może będzie jeszcze dziś kolejny rozdział ale nie obiecuje ! <3 ~Jioletta <3
Wszyscy ruszyli się z miejsca i podeszli do mnie po czym wyjeli pistolety.
-Uspokójcie się, dajmy mu coś powiedzieć. - Schowali pistolety. - A więc?- Powiedziałam.
-Miley możemy pogadać?- zapytał
-Ee Okey? Chodz.- Weszłam z nim do mojego pokoju.
-Miley umówisz się dziś ze mną?- Powiedział nie śmiale. Następny, który się rumieni.
-No wiesz... bo...ja...Nie mogę dzisiaj.
-Aha. - Rzucił oschle i wyszedł.
-Co chciał.- Zapytalam się Alfredo.
-Eee nic takiego.
-No gadaj. - Powiedziała Honey.
-Eh, żeby się z nim umowiła dzisiaj.
-A ty co na to?! - Dopytywał Alfredo.
-No, że dziś nie moge.
-Kurde, chcesz żeby ten plan się udał?! To piszesz do niego, że plany się zmieniły i że jednak możesz iść. - Powiedziała Fenty. Ona zawsze ma racje. Grr.
-Okey Okey. - Odpowiedziałam a następnie wziełam swojego IPhona do ręki.
*Do: Bieber*
Hej tu Miley. Jednak plany mi się zmieniły. Propozycją dalej aktualna? :)
Długo nie czekałam na odpowiedz.
*Od: Bieber*
Hmm no nie wiem, nie wiem :D Jasne, że aktualna. Wpadne po ciebie o 18 :)
Już nic nie odpisałam. Spojrzałam na godzine. Cholera 17 - pomyślałam i pobiegłam szybko na góre się ubrać. Jednak się kawałek wróciłam.
-Honi! - Krzyknełam.
-No?- Odpowiedziała też krzycząc.
-Pomoż mi się przyszykować!
Najpierw poszłam się pożadnie wykąpać. Następnie zrobiłam sobie makijaż i zaczełam szykować ciuchy. Padło na to, że ubrałam krótkie "porwane" , białe szorty, do tego czarny sweatshirt z napisem "Forever Dream" i białe conversy. Zadzwonił dzwonek do drzwi, wziełam torbe i wyszłam z domu.
-No hej. - Powiedział Justin.
-Cześć- odpowiedziałam. - Gdzie idziemy?
-Hmm kino?
-Jasne. Na co?
-Niespodzianka.- usmiechnął się cwaniacko.
Wsiedliśmy do auta i jechaliśmy w milczeniu przez 15 minut. Zatrzymaliśmy sie przed kinem. Bieber zaparkował. Kierowaliśmy się w strone sprzedaży biletów.
-Dwa bilety na Pogrzebani 3.- Powiedział Justin. Gdy wzieliśmy swoje bilety poszliśmy po popcorn i picie.
-Co chcesz? -Zapytał się Justin.
-Wystarczy mi pepsi. - odpowiedziałam.
Bieber zamówił i zapłacił następnie poszliśmy na sale gdzię odbędzie sie horror.
Trwał ok. godzine i pół godziny. Z Justinem jak wszyscy krzyczeli mi się śmieliśmy. Serio?! To nie było straszne. Nie dla mnie. Oczywiście nie obeszło się bez wojny na popcorn. Hahahahha! Wygrałam. Gdy ta "komedia" się skończyła wyszliśmy z kina i kierowaliśmy się do auta.
-Jesteś głodna. - Rzucił Biebs.
-Hm. Coś bym zjadła.
Justin już nic nie odpowiedział. Podjechaliśmy do Kfc. Bieber zamówił kubełek a mi kazał zająć miejsce.Gdy jedliśmy pobrudziłam się od sosu.
-Masz tu coś- Justin wskazał na plame i wziął husteczke i wytarł.
Szeroko się usmiechnełam. Potem siedzieliśmy już w ciszy. Gdy skonczyliśmy jeść Justin odwiózł mnie do domu. Wysiadł z auta i otworzył mi drzwi.
-Dziekuje za dziś. - Powiedział z uśmiechem i dał mi buziaka w policzek.
Pomachałam mu i weszłam do domu.
-No i jak było?- Zapytała uradowana Honi.
-Ee cześć?
-No tak tak jak było? - Zapytał sie Alfredo.
-Ah no dobrze. - Opowiedziałam im wszystko po kolei po czym każdy przybił mi piątke.
Resztę nocy graliśmy na Xboxie. Oczywiście wygrywałam. O ok. 5 poszłam spać. Jak dobrze, że jutro
Weekend.
Obudziło mnie dobijanie się do drzwi. Gr. Czy np.Honi nie mogła otworzyć. Szybko zeszłam na dół i otworzyłam drzwi w nich stała Selenka.
.....................................................................................................
Może będzie jeszcze dziś kolejny rozdział ale nie obiecuje ! <3 ~Jioletta <3
piątek, 9 sierpnia 2013
Rozdział 3
*Selena*
Ughhhhhr. Nie wieże,że ta suka ma być z nami w gangu. Jak Justin mógł mi to zrobić,od dzisiaj muszę być we wszystkim lepsza od Miley HA! Pójde zobaczyć co oni tam robią.
- JUSTIN!- krzyknęłam.
O mój Boże on albo nie żyje albo zemdlał! Ufff,on zemdlał.... CO KURWA PRZECIEŻ ON ZEMDAŁ,GDZIE TA SUKA?! O nie przyjebała mu z wazonu hahahaha dobrze mu tak nie trzeba było brać tej suki.
- EY CHŁOPAKI!
Po chwili wszyscy przybiegli.
- Zobaczcie co ta suka zrobiła z Justinem.- syknęłam.
- O kurwa Justin ją zajebie.- warknął Chris.
- Dobra musimy poczekać aż on się obudzi,a potem obmyślimy plan jak dopaść Miley.
*Miley*
- EY! Alfredo! - krzyknęłam.
- Co tam Cyrus? - powiedział Fredo.
- Musimy się jakoś zemścić na gangu JB.
- No mam już plan.
Fredo mi już wszystko wytłumaczył. Ha! TO JEST ZAJEBISTY PLAN.Oh Bieber pożałujesz,że zadarłeś ze mną..
.........................................................................................................................................................
Rano obudziłam się o 7.00,wstałam poszłam wziąść szybki przysznic.Mhmmmm mój ulubiony żel pod przysznic o zapachu truskawek.. Mhhh. No dobra już się zasiedziłam pod tym prysznicem. Wyszłam opatuliłam się moim miękkim ręcznikiem. Mówiłam już,że kocham ten ręcznik? No to teraz mówie.. No dobra koniec tych fantazji. Hahah umyłam zęby. Potem ubrałam się w dresy z Nike,buty air Max i bluzke z napisem 'SWAG' do pępka. Zeszłam na dól, a tam już czekałam na mnie Honey z śniadaniem,aż się ździwiłam.
- Wooo! Od kiedy ty śniadanie mi robisz?! - ździwiłam się.
- Oj no bo tak jakoś - powiedziała śpiewnym głosem Honey.
- OHOOHOHHO! Ja wiem co tu się święci.... Tyga? hahhahah ,ale wy jesteście słodcy!- zaćwierkałam.
- CICHO! On tu też mieszka,nie chce żeby to słyszał. - zawstydziła się Honey.
- No nie mogę! TY SIĘ RUMIENISZ! Hahahahha. - zaśmiałam się.
- Dobra idziemy do szkoły. - warknęła Honey.
- Hahahhah nie denerwuj się skarbie. - powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.
Kiedy już dojechałyśmy do szkoły, w dali już było słychać Gang JB.
- Hhahahhaha oni są żałośni,jeszcze ta cziliderka co się kleji do Justina, to jest takie obrzydliwe . - syknełam.
- Haha - zaśmiała się Honey. - weź nic nie mów. EY! Oni tu idą.
- Idziemy tak jak by ich nie było- powiedziałam, ze złością - ok?- Honi tylko przytaknęła.
- Oo kogo my tu mamy , panna Cyrus. - powiedział z obrzydzeniem w głosie Justin.
- Odwal się Biebs. - syknełam.
- Nie bądź taka ostra - powiedział,a potem przybliżył się do mojego ucha i szepnął - chyba,że w innych okolicznościach.
- Ohh Bieber - sapnęłam mu do ucha - może kiedyś się twoje marzenia spełnią.- zamruczałam a potem przegryzłam płatek jego ucha poczym poszłam razem z Honi.
Opowiedziałam Honi co Justin mi powiedział a co ja mu.
- Ten plan musi się udać hahahhahah. - zaśmiała się Honi.
- No on się uda,zobaczysz. - też się zaśmiałam.
Potem 2 lekcje zleciały szybko,aż do lunch'u. Poszłam z Honi się usiąść i nagle podeszła do nas Selena z Bensową.
- Hej suko. - sykneła Bens.
- Oooh widzę,że twoją Selenka pozwoliła w końcu psowi dojść do głosu. - zaśmiałam się razem z Honey.
- Dobra płytka dziwko, mów po co tu przyszłaś. - powiedziała oschle Honi.
- Dać ci lekcje.- powiedziała poważnie Selena.
Ja i Honi spojrzałyśmy się na siebie w tym samym czasie i wybuchnełyśmy śmiechem.
- Hahahahahha na prawdę?- zaczeła Honey - Dobra koniec,weź swoją brzydką mordę i spierdalaj stąd.-warkneła.
- Idziemy Bens,z resztą nie mam czasu na taką sukę jak ty Miley.- powiedziała z dumą Selena,że udało jej się powiedzieć jakąś riposte.
- Hhahahah to po jakiego chuja tu przyszłaś skoro nie masz na mnie czasu?! - zaśmiałam się gorzko.
- Uhhh idziemy Bens. - powiedziała zdenerwowana Sel.
- HAHAHHAHAHAHAHHAHAHAHA. Nie no ja nie mogę z niej. - zaczęłam się śmiać z Honi.
Potem reszta lekcji mineła bardzo szybko.
- Co tam Miley? Jedziesz? - spytała Honi.
- Nie, przejdę się. Nie martw się za półgodziny będę. - potem pocałowałam Honi w policzek na pożegnanie.
Poszłam jeszcze do szkoły gdy ktoś nagle mnie złapał i przygniótł do ściany,chciałam już się bronić,ale zobaczyłam Selene,ze złością w oczach,wieć zrozumiałam,że to musi być Biebs i to on mnie całuje po szyji.
- Ohhh kochanie. - jęknełam,tak na prawdę wcale nie chciałam tego powiedzieć i bym nie powiedziała,ale to było specjalnie. Justin podniósł głowę i zaczął się ze mną całować ja odwzajemniłam pocałunek. Potem Selena wybiegła ze szkóły,od razu oderwałam się od Biebsa.
- To był ostatni raz Bieber! - krzyknęłam.
- Nie mów,że ci się nie podobało- zamruczał mi do ucha,poczym przeszły mnie ciarki.
- Odwal się Bieber.
Powiedziałam i wyszłam ze szkoły. Byłam z siebie zadowolona, że przeze mnie Selenka płakałam.Zobaczyłam ją siedziącą na schodach. Glośno się zaśmiałam i poszłam w strone domu. Po drodze spotkalam gang Justina. Gdy mnie zobaczyli zaczeli iść w moją strone. Chcialam już zawrócić, ale nie chciałam pokazać, że jestem mieńczakiem. Jeden z nich do mnie podszedł i przycisnął mnie do plotu.
-Witaj suko.- powiedział.
-Nazywaj tak te dziwki, które z wami są. Dałam mu kopniaka w krocze i poszłam.
Gdy doszłam do domu wszyscy mnie powitali Alfero wziął mnie na strone.
-I jak tam plan?-Zapytal się.
-Okey.- opowiedziałam co się dzisiaj stało a ten uśmiechnął sie pod nosem.
Wszyscy oglądaliśmy jakiąś nudną komedie, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworze. - powiedziałam.
Poszłam otworzyć a tam ...
Ughhhhhr. Nie wieże,że ta suka ma być z nami w gangu. Jak Justin mógł mi to zrobić,od dzisiaj muszę być we wszystkim lepsza od Miley HA! Pójde zobaczyć co oni tam robią.
- JUSTIN!- krzyknęłam.
O mój Boże on albo nie żyje albo zemdlał! Ufff,on zemdlał.... CO KURWA PRZECIEŻ ON ZEMDAŁ,GDZIE TA SUKA?! O nie przyjebała mu z wazonu hahahaha dobrze mu tak nie trzeba było brać tej suki.
- EY CHŁOPAKI!
Po chwili wszyscy przybiegli.
- Zobaczcie co ta suka zrobiła z Justinem.- syknęłam.
- O kurwa Justin ją zajebie.- warknął Chris.
- Dobra musimy poczekać aż on się obudzi,a potem obmyślimy plan jak dopaść Miley.
*Miley*
- EY! Alfredo! - krzyknęłam.
- Co tam Cyrus? - powiedział Fredo.
- Musimy się jakoś zemścić na gangu JB.
- No mam już plan.
Fredo mi już wszystko wytłumaczył. Ha! TO JEST ZAJEBISTY PLAN.Oh Bieber pożałujesz,że zadarłeś ze mną..
.........................................................................................................................................................
Rano obudziłam się o 7.00,wstałam poszłam wziąść szybki przysznic.Mhmmmm mój ulubiony żel pod przysznic o zapachu truskawek.. Mhhh. No dobra już się zasiedziłam pod tym prysznicem. Wyszłam opatuliłam się moim miękkim ręcznikiem. Mówiłam już,że kocham ten ręcznik? No to teraz mówie.. No dobra koniec tych fantazji. Hahah umyłam zęby. Potem ubrałam się w dresy z Nike,buty air Max i bluzke z napisem 'SWAG' do pępka. Zeszłam na dól, a tam już czekałam na mnie Honey z śniadaniem,aż się ździwiłam.
- Wooo! Od kiedy ty śniadanie mi robisz?! - ździwiłam się.
- Oj no bo tak jakoś - powiedziała śpiewnym głosem Honey.
- OHOOHOHHO! Ja wiem co tu się święci.... Tyga? hahhahah ,ale wy jesteście słodcy!- zaćwierkałam.
- CICHO! On tu też mieszka,nie chce żeby to słyszał. - zawstydziła się Honey.
- No nie mogę! TY SIĘ RUMIENISZ! Hahahahha. - zaśmiałam się.
- Dobra idziemy do szkoły. - warknęła Honey.
- Hahahhah nie denerwuj się skarbie. - powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.
Kiedy już dojechałyśmy do szkoły, w dali już było słychać Gang JB.
- Hhahahhaha oni są żałośni,jeszcze ta cziliderka co się kleji do Justina, to jest takie obrzydliwe . - syknełam.
- Haha - zaśmiała się Honey. - weź nic nie mów. EY! Oni tu idą.
- Idziemy tak jak by ich nie było- powiedziałam, ze złością - ok?- Honi tylko przytaknęła.
- Oo kogo my tu mamy , panna Cyrus. - powiedział z obrzydzeniem w głosie Justin.
- Odwal się Biebs. - syknełam.
- Nie bądź taka ostra - powiedział,a potem przybliżył się do mojego ucha i szepnął - chyba,że w innych okolicznościach.
- Ohh Bieber - sapnęłam mu do ucha - może kiedyś się twoje marzenia spełnią.- zamruczałam a potem przegryzłam płatek jego ucha poczym poszłam razem z Honi.
Opowiedziałam Honi co Justin mi powiedział a co ja mu.
- Ten plan musi się udać hahahhahah. - zaśmiała się Honi.
- No on się uda,zobaczysz. - też się zaśmiałam.
Potem 2 lekcje zleciały szybko,aż do lunch'u. Poszłam z Honi się usiąść i nagle podeszła do nas Selena z Bensową.
- Hej suko. - sykneła Bens.
- Oooh widzę,że twoją Selenka pozwoliła w końcu psowi dojść do głosu. - zaśmiałam się razem z Honey.
- Dobra płytka dziwko, mów po co tu przyszłaś. - powiedziała oschle Honi.
- Dać ci lekcje.- powiedziała poważnie Selena.
Ja i Honi spojrzałyśmy się na siebie w tym samym czasie i wybuchnełyśmy śmiechem.
- Hahahahahha na prawdę?- zaczeła Honey - Dobra koniec,weź swoją brzydką mordę i spierdalaj stąd.-warkneła.
- Idziemy Bens,z resztą nie mam czasu na taką sukę jak ty Miley.- powiedziała z dumą Selena,że udało jej się powiedzieć jakąś riposte.
- Hhahahah to po jakiego chuja tu przyszłaś skoro nie masz na mnie czasu?! - zaśmiałam się gorzko.
- Uhhh idziemy Bens. - powiedziała zdenerwowana Sel.
- HAHAHHAHAHAHAHHAHAHAHA. Nie no ja nie mogę z niej. - zaczęłam się śmiać z Honi.
Potem reszta lekcji mineła bardzo szybko.
- Co tam Miley? Jedziesz? - spytała Honi.
- Nie, przejdę się. Nie martw się za półgodziny będę. - potem pocałowałam Honi w policzek na pożegnanie.
Poszłam jeszcze do szkoły gdy ktoś nagle mnie złapał i przygniótł do ściany,chciałam już się bronić,ale zobaczyłam Selene,ze złością w oczach,wieć zrozumiałam,że to musi być Biebs i to on mnie całuje po szyji.
- Ohhh kochanie. - jęknełam,tak na prawdę wcale nie chciałam tego powiedzieć i bym nie powiedziała,ale to było specjalnie. Justin podniósł głowę i zaczął się ze mną całować ja odwzajemniłam pocałunek. Potem Selena wybiegła ze szkóły,od razu oderwałam się od Biebsa.
- To był ostatni raz Bieber! - krzyknęłam.
- Nie mów,że ci się nie podobało- zamruczał mi do ucha,poczym przeszły mnie ciarki.
- Odwal się Bieber.
Powiedziałam i wyszłam ze szkoły. Byłam z siebie zadowolona, że przeze mnie Selenka płakałam.Zobaczyłam ją siedziącą na schodach. Glośno się zaśmiałam i poszłam w strone domu. Po drodze spotkalam gang Justina. Gdy mnie zobaczyli zaczeli iść w moją strone. Chcialam już zawrócić, ale nie chciałam pokazać, że jestem mieńczakiem. Jeden z nich do mnie podszedł i przycisnął mnie do plotu.
-Witaj suko.- powiedział.
-Nazywaj tak te dziwki, które z wami są. Dałam mu kopniaka w krocze i poszłam.
Gdy doszłam do domu wszyscy mnie powitali Alfero wziął mnie na strone.
-I jak tam plan?-Zapytal się.
-Okey.- opowiedziałam co się dzisiaj stało a ten uśmiechnął sie pod nosem.
Wszyscy oglądaliśmy jakiąś nudną komedie, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworze. - powiedziałam.
Poszłam otworzyć a tam ...
Rozdział 2
*Justin*
Selena opowiadziała mi o sytuacji, która odbyła się w szkole. Koniec- pymyślałem.
-Selena ubieraj się. - powiedziałem.
-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz. - odpowiedziałem.
Wyjechaliśmy z domu moim samochodem. Jechaliśmy z 20 minut dopóki nie dojechaliśmy. Do domu gangu Miley.
Bez zastanowienia weszłem do domu. Zaczełem strzelać. Z Seleną wszystkich pozawiązaliśmy do krzeseł i zatkaliśmy im buzie taśmą. Nigdzie nie był Miley i Honey. Usiedliśmy sobię na fotelu i czekaliśmy.
Po 15 minutach weszły dziewczyny. Śmiały się i gadały dopóki nie zauważyły nas.
-Co wy tu kurwa robicie?- Zapytała wkurzona Miley.
-Hmm Miley jak miło cię znowu widzieć.
-Czego chcesz?-Powiedziała oschle.
-Ładnie sie wyrażaj bo tych wszystki powystrzelam.
-Nie pierdol tyle tylko mów.
-Masz dołączyć do naszego gangu kochanie.
-Że co?! - Powiedziałam równocześnie z Seleną.[Czyt.suką]
-JAEDZIESZ TERAZ, ALBO TWOICH PRZYJACIÓŁ ZARAZ NIE BĘDZIE.
-Dobrze. Ale najpierw rozwiąże mój gang.
-Byle szybko.
Rozwiązalam każdego z Honey po czym każdego przytuliłam.
"Mam plan"-Szepnełam do Honey gdy się z nią żegnełam.
-Idziemy Bieber.
*Miley*
Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Zrobiłam krzywą mine i wsiadłam na miejscu pasażera.
Gdy Justin odjechał przemyślałam jeszcze raz cały mój plan. Z zamyśleń wyrwał mnie Justin.
-Już jesteśmy.
-Taa fajnie. - Wysiadłam z auta po czym poszłam za Bieberem. Gdy weszłam cały gang się na mnie spojrzał.
-Miley teraz jest z nami. - Chyba nikomu się to nie podobało, ale miałam na to wylane.
-Gdzie będe spała- Rzuciałam oschle.
-Chodz- Justin pociągnąl mnie za ręke, która od razu zabrałam. Poszłam z nim schodami na góre. Gdy doszliśmy do jakiegoś pokoju szef gangu powiedział, że to mój. Wziełam jego ręce i wepchnełam go do tego pokoju razem ze mną. Zamknęłam drzwi na klucz i zaczełam namiętnie całować Justina. Ręce włożyłam pod jego koszulke i rzuciłam go na łóżko. Co chwile się uśmiechał i oblizywał wargi. Gdy ściągnełam już koszulke Bieberowi szybko sięgnełam po wazon, który rozbiłam mu na głowie. Zemdlał. Mogłam go zabić, gdyż miałam pistolet ale pomyślałam o tym dopiero pózniej. Sięgnełam po line którą przyczepiłam do szafki a następnie wyrzuciłam przez okno drugi koniec tego grubego sznura. Zeszłam po tej linie na taras. Jak najszybciej pobiegłam do samochodu Justina, którego bez zastanowienia odpaliłam i pojechałam do domu.
Gdy otworzyłam drzwi wszyscy się na mnie spojrzeli.
-Miley co ty tu robisz?- Powiedziała zaskoczona Fenty.
-Hahahah powiedziałam, że mam plan. Wszyscy się na mnie rzucili i mnie przytulili.
...................................................................................................................................................................
Krótki rozdział. Ale pewnie nie mogliście się doczekać kto tam byl <3 A więc jeszcze tak: Pisze tego bloga z moją siostra-Belieberką. Jeden rozdział ja drugi ona i tak cały czas <3 Ona podpisuje się ~Patty a ja bd ~Jioletta <3
Selena opowiadziała mi o sytuacji, która odbyła się w szkole. Koniec- pymyślałem.
-Selena ubieraj się. - powiedziałem.
-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz. - odpowiedziałem.
Wyjechaliśmy z domu moim samochodem. Jechaliśmy z 20 minut dopóki nie dojechaliśmy. Do domu gangu Miley.
Bez zastanowienia weszłem do domu. Zaczełem strzelać. Z Seleną wszystkich pozawiązaliśmy do krzeseł i zatkaliśmy im buzie taśmą. Nigdzie nie był Miley i Honey. Usiedliśmy sobię na fotelu i czekaliśmy.
Po 15 minutach weszły dziewczyny. Śmiały się i gadały dopóki nie zauważyły nas.
-Co wy tu kurwa robicie?- Zapytała wkurzona Miley.
-Hmm Miley jak miło cię znowu widzieć.
-Czego chcesz?-Powiedziała oschle.
-Ładnie sie wyrażaj bo tych wszystki powystrzelam.
-Nie pierdol tyle tylko mów.
-Masz dołączyć do naszego gangu kochanie.
-Że co?! - Powiedziałam równocześnie z Seleną.[Czyt.suką]
-JAEDZIESZ TERAZ, ALBO TWOICH PRZYJACIÓŁ ZARAZ NIE BĘDZIE.
-Dobrze. Ale najpierw rozwiąże mój gang.
-Byle szybko.
Rozwiązalam każdego z Honey po czym każdego przytuliłam.
"Mam plan"-Szepnełam do Honey gdy się z nią żegnełam.
-Idziemy Bieber.
*Miley*
Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Zrobiłam krzywą mine i wsiadłam na miejscu pasażera.
Gdy Justin odjechał przemyślałam jeszcze raz cały mój plan. Z zamyśleń wyrwał mnie Justin.
-Już jesteśmy.
-Taa fajnie. - Wysiadłam z auta po czym poszłam za Bieberem. Gdy weszłam cały gang się na mnie spojrzał.
-Miley teraz jest z nami. - Chyba nikomu się to nie podobało, ale miałam na to wylane.
-Gdzie będe spała- Rzuciałam oschle.
-Chodz- Justin pociągnąl mnie za ręke, która od razu zabrałam. Poszłam z nim schodami na góre. Gdy doszliśmy do jakiegoś pokoju szef gangu powiedział, że to mój. Wziełam jego ręce i wepchnełam go do tego pokoju razem ze mną. Zamknęłam drzwi na klucz i zaczełam namiętnie całować Justina. Ręce włożyłam pod jego koszulke i rzuciłam go na łóżko. Co chwile się uśmiechał i oblizywał wargi. Gdy ściągnełam już koszulke Bieberowi szybko sięgnełam po wazon, który rozbiłam mu na głowie. Zemdlał. Mogłam go zabić, gdyż miałam pistolet ale pomyślałam o tym dopiero pózniej. Sięgnełam po line którą przyczepiłam do szafki a następnie wyrzuciłam przez okno drugi koniec tego grubego sznura. Zeszłam po tej linie na taras. Jak najszybciej pobiegłam do samochodu Justina, którego bez zastanowienia odpaliłam i pojechałam do domu.
Gdy otworzyłam drzwi wszyscy się na mnie spojrzeli.
-Miley co ty tu robisz?- Powiedziała zaskoczona Fenty.
-Hahahah powiedziałam, że mam plan. Wszyscy się na mnie rzucili i mnie przytulili.
...................................................................................................................................................................
Krótki rozdział. Ale pewnie nie mogliście się doczekać kto tam byl <3 A więc jeszcze tak: Pisze tego bloga z moją siostra-Belieberką. Jeden rozdział ja drugi ona i tak cały czas <3 Ona podpisuje się ~Patty a ja bd ~Jioletta <3
Rozdział 1
*Miley*
Rano obudził mnie budzik,pamiętajcie nigdy nie ustawiać ulobionej piosenki jako dzwonek od budzika.... szybko ją znienawidzicie. No więc,wstałam poszłam do łazienki,umyłam zęby i wziełam szybki prysznic, potem zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w szorty z ćwiekami i bluze z napisem 'FUCK YOU ALL'. Wziełam torbę do szkoły i zeszłam na dół. Oczywiście wszyscy spali.... Nikt nie musiał iść do szkoły oprócz mnie i Honey,a no właśnie gdzie ona jest? Nie ważne pewnie spotkam ją w szkole. Wziełam jabłko i wyszłam z domu. Wsiadłam do mojego matowego BMV i pojechałam do szkoły. Kiedy wchodziłam do szkoły zobaczyłam tam czekającą na mnie Honey. Przywitałam się z nią na buziaka w policzek.
- Hey, czemu cię rano nie było?
- A no....
- HONEY! Nie gadaj,że byłaś u....
- Ciii! Bo jeszcze wszyscy usłyszą! Tak była u niego!-Honey zapiszczała jak mała dziewczynka.
-I co robiliście?- Poruszyłam figlarnie brwiami.
-No wiesz.... Ughhr. Nie każ mi tego mówić!
- Hahahhaha, okey. Później porozmawiamy teraz chodź na lekcje!
Kiedy szłyśmi,oczywiście nie odbyło się bez spotkania tej suki,Seleny. Specjalnie na nią wpadłam.
- Ohhh przepraszam złotko nie zauważyłam cię.
- Powinnaś patrzeć jak chodzisz suko.
- Ohh moja wina. - złapałam ją za kołnierz od bluzki- jeszcze raz odezwiesz się do mnie w ten sposób,a zginiesz powolną śmiercią suko.
-Ohhh uważaj bo się boję. - zaśmiała się Selena i jej przyjaciółeczki.
- No to patrz.- podeszłam i z całej siły udeżyłam ją z pięści w nos,potem Honey się wtrąciła i odciągneła mnie od niej.
- To było jak narazie ostrzeżenie dziwko!- krzyknęłam.
A potem poszłyśmy do klasy. Pierwszą lekcją był angielski. Oczywiście weszłyśmy do klasy spóźnione i oczy wszystkich uczniów z klasy były skierowane na nas posłałam wszystkim złowrogie spojrzenie i się odwrócili, ha każdy się nas bał,mnie i Honey. Zostałyśmy ostatnimi dziewczynami z naszego gangu w tej szkole,ale jeszcze jest gang w którym jest Selena. Ughhhr jak ja jej nienawidze!
.........................................................................................................................................................
I tak jakoś mineły mi wszystkie lekcje. Pojechałam do domu i przywitałam się z chłopakami i Fenty- Oo jest Honey i Miley,mamy ważną sprawe do obgadania- powiedział Tyga - ty i Honey macie załatwić Codiego nie oddał nam jeszcze kasy!
- Co za frajer,jak byłyśmy u niego ostatnim razem to mówił,że nawet odda przed terminem! Rozjebie frajera!
- Spokojnie Miley,hahha nie denerwuj się tak,- zaśmiał się Alfredo.
- Radzę ci trzymać gębe na kłotkę idioto!- krzyknęłam.
Alfredo zaczął robić śmieszne miny,a ja zaczęłam się śmiać.
- Hhahahahah ty debilu!- zaczełam się śmiać,aż mi łzy spływały po policzkach ze śmiechu.
- Hhahhahaha,dobra dość śmiania idziemy to załatwić! - powiedziała ze śmiechem Honey.
- Dobra to my idziemy. Nara! - pożegnałyśmy się z każdym po buziaku w policzek (tak wiem dziwne,ale my zawsze tak robimy jesteśmy rodziną).
Wyszłyśmy z domu i pojechałyśmy do Codiego. Gdy już dojechałyśmy,tam jak zwykle stał jego zmasakrowany samochód,nie pytajcie czyje to dzieło (moje). Pókałam i mi nie otworzył to się wkurzyłam i wywarzyłam drzwi.
- Codi ty cwelu!- krzyknęłam - chodź tu psie!
- A-aale ja-a-a od-dam jut-t-ro pieniądzę.
- Czas się skączył kotku. - warknęłam i podeszła do niego przystawiłam splówe do jego skroni - ostanie słowo?
- Ja-aa-a na pra-a-awdę oddam.
- Papa kochanie do zobaczenia w piekle.- wyszeptałam mu do ucha po czym wcisnęłam za spust.
Wsiadłyśmy do samochodu.
- hahahhaha widziałaś jaki był opsrany- zaśmiała się Honey - sam sobie na to zasłóżył,wiedział na co się piszę!
- hahhahah, Dokładnie!
Potem przez całą drogę się śmiałyśmy i śpiewałyśmy. W końcu byłyśmy w domu.
- Siema Chłopaaa-przerwałam w połowie- Co do kurwy, co ty tu robisz?!
.........................................................................................................................................................
Pierwszy rozdział :). i co podoba się miśki? ♥
JAK JUŻ JESTEŚ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ <3.
KOCHAM WAS SKABY <3.
~ Patty.
Rano obudził mnie budzik,pamiętajcie nigdy nie ustawiać ulobionej piosenki jako dzwonek od budzika.... szybko ją znienawidzicie. No więc,wstałam poszłam do łazienki,umyłam zęby i wziełam szybki prysznic, potem zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w szorty z ćwiekami i bluze z napisem 'FUCK YOU ALL'. Wziełam torbę do szkoły i zeszłam na dół. Oczywiście wszyscy spali.... Nikt nie musiał iść do szkoły oprócz mnie i Honey,a no właśnie gdzie ona jest? Nie ważne pewnie spotkam ją w szkole. Wziełam jabłko i wyszłam z domu. Wsiadłam do mojego matowego BMV i pojechałam do szkoły. Kiedy wchodziłam do szkoły zobaczyłam tam czekającą na mnie Honey. Przywitałam się z nią na buziaka w policzek.
- Hey, czemu cię rano nie było?
- A no....
- HONEY! Nie gadaj,że byłaś u....
- Ciii! Bo jeszcze wszyscy usłyszą! Tak była u niego!-Honey zapiszczała jak mała dziewczynka.
-I co robiliście?- Poruszyłam figlarnie brwiami.
-No wiesz.... Ughhr. Nie każ mi tego mówić!
- Hahahhaha, okey. Później porozmawiamy teraz chodź na lekcje!
Kiedy szłyśmi,oczywiście nie odbyło się bez spotkania tej suki,Seleny. Specjalnie na nią wpadłam.
- Ohhh przepraszam złotko nie zauważyłam cię.
- Powinnaś patrzeć jak chodzisz suko.
- Ohh moja wina. - złapałam ją za kołnierz od bluzki- jeszcze raz odezwiesz się do mnie w ten sposób,a zginiesz powolną śmiercią suko.
-Ohhh uważaj bo się boję. - zaśmiała się Selena i jej przyjaciółeczki.
- No to patrz.- podeszłam i z całej siły udeżyłam ją z pięści w nos,potem Honey się wtrąciła i odciągneła mnie od niej.
- To było jak narazie ostrzeżenie dziwko!- krzyknęłam.
A potem poszłyśmy do klasy. Pierwszą lekcją był angielski. Oczywiście weszłyśmy do klasy spóźnione i oczy wszystkich uczniów z klasy były skierowane na nas posłałam wszystkim złowrogie spojrzenie i się odwrócili, ha każdy się nas bał,mnie i Honey. Zostałyśmy ostatnimi dziewczynami z naszego gangu w tej szkole,ale jeszcze jest gang w którym jest Selena. Ughhhr jak ja jej nienawidze!
.........................................................................................................................................................
I tak jakoś mineły mi wszystkie lekcje. Pojechałam do domu i przywitałam się z chłopakami i Fenty- Oo jest Honey i Miley,mamy ważną sprawe do obgadania- powiedział Tyga - ty i Honey macie załatwić Codiego nie oddał nam jeszcze kasy!
- Co za frajer,jak byłyśmy u niego ostatnim razem to mówił,że nawet odda przed terminem! Rozjebie frajera!
- Spokojnie Miley,hahha nie denerwuj się tak,- zaśmiał się Alfredo.
- Radzę ci trzymać gębe na kłotkę idioto!- krzyknęłam.
Alfredo zaczął robić śmieszne miny,a ja zaczęłam się śmiać.
- Hhahahahah ty debilu!- zaczełam się śmiać,aż mi łzy spływały po policzkach ze śmiechu.
- Hhahhahaha,dobra dość śmiania idziemy to załatwić! - powiedziała ze śmiechem Honey.
- Dobra to my idziemy. Nara! - pożegnałyśmy się z każdym po buziaku w policzek (tak wiem dziwne,ale my zawsze tak robimy jesteśmy rodziną).
Wyszłyśmy z domu i pojechałyśmy do Codiego. Gdy już dojechałyśmy,tam jak zwykle stał jego zmasakrowany samochód,nie pytajcie czyje to dzieło (moje). Pókałam i mi nie otworzył to się wkurzyłam i wywarzyłam drzwi.
- Codi ty cwelu!- krzyknęłam - chodź tu psie!
- A-aale ja-a-a od-dam jut-t-ro pieniądzę.
- Czas się skączył kotku. - warknęłam i podeszła do niego przystawiłam splówe do jego skroni - ostanie słowo?
- Ja-aa-a na pra-a-awdę oddam.
- Papa kochanie do zobaczenia w piekle.- wyszeptałam mu do ucha po czym wcisnęłam za spust.
Wsiadłyśmy do samochodu.
- hahahhaha widziałaś jaki był opsrany- zaśmiała się Honey - sam sobie na to zasłóżył,wiedział na co się piszę!
- hahhahah, Dokładnie!
Potem przez całą drogę się śmiałyśmy i śpiewałyśmy. W końcu byłyśmy w domu.
- Siema Chłopaaa-przerwałam w połowie- Co do kurwy, co ty tu robisz?!
.........................................................................................................................................................
Pierwszy rozdział :). i co podoba się miśki? ♥
JAK JUŻ JESTEŚ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ <3.
KOCHAM WAS SKABY <3.
~ Patty.
Bohaterowie
Miley (18l.)
Szefowa Gangu. Zabiła nie jedną osobe. Seksowna i niebezpieczna. Kto jest jej największym wrogiem?
Honey (17l.)
Z gangu Miley. Urocza, wesoła i kochana. Jeżeli chodzi o przyjaciół zabije kogo popadnie.
Fenty (18l.)
Z gangu Miley. Buntowniczka- uciekła z domu gdy miała 15 lat. Dla przyjaciół sympatyczna. Zabić umie gdy jej sie podoba.
Tyga (18.)
Z gangu Miley. Kocha ciągłe niebezpieczeństwo. W życiu zabił już z 1000 ludzi. Kto jest jego następnym celem?
Rayan (18l.)
Z gangu Miley. Nie zabije. Jest miły i kochany. Troszczy się o każdego z gangu.
Alfredo (19l.)
Z gangu Miley. To on wymyśla wszystkie akcje. Na komuterach zna się najlepiej. Czy zmieni się?
Justin (18l.)
Szef drugiego gangu. Ludzi umie zabić za powiedzenie "a". Jest postracham wszystkich ludzi. Ilu ma wrogów?
Selena (17l.)
Należy do Gangu Justina. Nigdy nikogo nie zabiła. Jest seksowna i ładna.
Bens (18l.)
Z gangu Justina. Na pierwszy rzut oka delikatna i bezbronna. Jaka jest naprawde?
Chris (18l.)
Lil (19l.)
Z gangu Justina. Zabija wszystkich, którzy staną mu na drodze. Kto okaże się dla niego niebezpieczny?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)