Po chwili wyszedł lekarz. Oczy miał szklane.
-PRZYKRO MI TAK?! STARAŁEM SIĘ. - Krzyknął do nas i poszedł.
Płakaliśmy, krzyczeliśmy dlaczego nas braciszek? Po chwili wyszła pielęgniarka.
-Ej młodzi, dlaczego wy tak płaczecie? Można już wejść do pacjenta. Operacja się udała.
-Ale lekarz...- Zaczełam.
-Taak. Musiał was pomylić. Inny pacjent miał w tym samym momencie operacje tylko na innej sali i niestety zmarł. To starszy pan. Nie ma nikogo. Ale dość płakanie. Usmiechy na buzi i do pacjenta 1...2...3!
Z bananami na twarzy wparowaliśmy do sali. Tyga, gdy nas zobaczył szeroko się uśmiechnął. Widocznie już nie śpi. Mocno go przytuliłam a po mnie Honi.
-Ej a wy co? Można jedzcie do hotelu. Wyśpijcie się.
-Nie zostawimy cię! - Powiedzialam.
-Miley on ma racje. Jedzcie! Ja z nim zostane. Najwyżej jutro będzie zmiana!- Powiedział Honi
Zgodziłam się. Wszyscy procz Honey pojechali wraz ze mną do hotelu. Przbrałam się w pidżame i położyłam się do łóżka. Napisałam do Justina sms, gdyż nie mógł z nami jechać. Ma też swoje obowiązki. Gang itd.
*Wiadomość do: Justin*
Hej kochanie <3 Co tam u ciebie? Operacja się udała. Honey została w szpitalu z Tygą a my jesteśmy w hotelu. Ide zaraz spać. Jestem padnięta. Kocham cię.
Wysłałam po czym położyłam telefon na szafke koło łóżka. Następnie udałam się w kraine snów.
*Następny dzień*
Obudziłam się o 13. Nikogo nie było w domu. Na placie w kuchni leżała karteczka.
"Miley dziękujemy Ci za to jaka dla nas jesteś! Dziś jest twój dzień - twoje urodziny! HAPPY BIRTHDAY! Zapomniałaś c'nie? Ha Ha Ha no to my Ci przypominamy. Nie wychodz dziś z hotelu! Nawet z pokoju. Prosimy. Mamy nadzieje, że się wyspałaś. Bądz gotowa na 18 ktoś z nas po ciebie przyjdzie"
O kurde! Moje urodziny! Kończe dziś 18 lat. No wreszcie. Ha ha ha zapomniałam o tym, serio! Ciekawe co dla mnie szykują. Chciałam wyjść chociaż popatrzeć za drzwi. - Pomyśleli o tym. Zamkneli je. Postanowiłam coś obejrzeć. Włączyłam jakiś horror. Z rana- Eeee? No coment.
Dobra Ciii... JEST POPOŁUDNIE. Ale sam fakt ;/ Bo 10 minutach wyłączyłam- był nudny jak cholera. Otworzyłam lodówke. - Oooo! O tym też pomyśleli. Zrobiłam sobie tosty z serem i szynką. Już po 15 minutach się zajadałam. Gdy byłam już najedzona postanowiłam, że odwiedze serwisy społecznościowe, na których serio dawno nie byłam. No to tak. Pierwszy Facebook- 156 zaproszeń do grona znajomych, 35 wiadomości, 2346 powiadomień. Ja pierdole. Łohohohoho. Zaczełam przyjmować zaproszenia. Większość do ludzie z mojej szkoły. Następnie czytałam wiadomości. Chętnie na więszkość odpisywałam. Jedna mnie troche zaniepokoiła-grośba. "zniszcze cię suko" Odpisałam "Kozak w necie, pizda w świecie. Rozwale Ci łeb jak tylko psotkam kochanie".
Następnie powiadomienia! OMG. Dobra było 457 z urodzin. Nie odpisywałam na każdy komentarz. Poprostu walnełam posta. "dzięki za życzenia" Było mnóstwo zaproszeń do gier. Ja pierdole nie mam co robić tylko grać w internetowe gry? Moje życie i tak jest prawie jak gra. Jeden zły ruch i moge zginąć. Dobra koniec fejsa. Weszłam na twittera. Pooglądałam troche twitów Justina. Jej pełno naszych zdjęć z dopiskami "My shawty" , "My princess" , a jedno " Taki mały smerf". Śmiesznie to wylądało. Ja na obcasach przy miarce i wzrost tylko 158 cm. Hahahahaah 18 lat. Jeeej. Zbliżała się 16. Zamierzałam napisać posta z przeprosinami na blogu. "Kochani przepraszam was! Nie długo to się zmieni. Posty będą dodawane itd. Teraz się spiesze bo mam dzś urodziny a moim przyjaciele są strasznymi idiotami. Hahhahaha kocham was" Poszłam się wykąpać długa relaksująca kąpiel z bąbelkami. Umyłam włosy, po około 30 minutach wyszłam z wanny. Nałóżyłam majtki i stanik i poszłam szukać dobrych ciuchów na dziś. Postanowiłam że ubiore jakąś sukienke. Szukałam dobre 15 minut. Taaak! Spakowałam większość mojej garderoby. Nie mogłam nic znalezc dobrego. Szukałam jeszcze 15 minut. Ktoś zapukał do drzwi. Chyba uciekł, ale zostawił karteczke.
"Miley kochanie. Podejrzewamy, że nie masz znowu co ubrać. Pomyśleliśmy o tym. Zobacz w mojej szafie. Fenty"
Otworzyłam ją. W niebieskim "worku" coś było. Wyjełam a tam śliczna sukienka. Miętowa. Bez ramiączek, na piersiach miałam miętowe, błyszczące cekiny a reszta była taka jakby koronka. Ta sukienka była śliczna. Ubrałam ją. Pasowałam jak ulał. Po chwili jednak ją ściagnęłam. Poszłam szybko się umalować. Zrobiłam kreski, pomalowałam powieki na kolor różowo-miętowy, jeszcze dałam troche pudru, różu pomalowałam rzęsy a na koniec nałóżyłam na usta rożową pomadke, która pasowała do kolory powiek. Dochodziła już 17.50. Poszłam ubrac sukienke i różowe butki na obcasie. Wyglądałam cudownie. Równo o 18 drzwi się otwierały. Stanął w nich Rayan.
-Shawty, wyglądasz cudownie! Najlepszego powiedział po czym do mnie podszedł i mnie podniósł i przytulił. A teraz idziemy. Już chciałam wychodzić ale ten głupek musiał mnie zatrzymać.
-Miley...e.e.Jeszcze to. - Wskazał na chuste.
-Serio? - Zrobiłam krzywą mine.
-Chodz tu. - Wzkazał. Poszłam a co innego miałam zrobić? Zawiązał mi oczy. Złapał od tyłu i zaczął mnie prowadzić. Mogłam usłyszeć i poczuć, że wyszliśmy na dwór. Gdzies jeszcze śliśmy z 5 minut. Po chwili słyszłam, że Rayan dostał sms. Stanął i odczytal wiadomość. Dalej szliśmy i już po 3 minuatch weszliśmy do jakiegoś budynku. Rayan ode mnie odszedł czułam. Po chwili jednak już stanął obok mnie.
-Jesteś gotowa? - Zapytal.
-TAK! - Odpowiedziałam.
-Rozwiązał mi chustke. W pomieszczeniu jednak było zgaszone świało. Słyszłam szepty.
-1...2...3...! -śwaitło się zapaliło. Wszyscy wyskoczyli. Zaczeli spiewać mi Happy Birthday. Sala było ustrojona prześlicznie. Balony,serpentyny, reflektory, muzyka, dj. Zauważyłam pzyjaciół z gangu Justina, ale bez Justina, jeszcze przyjaciół ze szkoły i z mojego gangu. Zwrokiem szukałam Justina ale nie mogłam go dostrzec. Wyszłam na chwile przed budynek. Mogłam zauwazyc ze był to dookola szklane duże pomieszczenie. Było mi zimno więc weszłam do środka. Zapaliły się reflektory na mnie. Ktoś zaczął coś mówić ale nie mogłam wypatrzeć skąd. Wszyscy znowu zaczeli śpiewać Happy Birthday. Wjechał OGROMNY 4 piętrowy tort. Z zdjęciami moimi, z Justinem, z Całym gangiem i ze szkoły. Popłakałam się. Nagle ten "tort" się otworzył i wyskoczył z niego Justin. Hahahha idiota! Mocno mnie przytulił i szepnął do ucha "SHAWTY! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO" Po 2 minuatch wjechał- mam nadzieje już normalny tort. Był identyczny jak tamty. Zaczeli go kroić i podawać. Dostałam kawałek z lukrowym jakby zdjęciem w ramce moim i Justina. Uśmiechanełam się. Przetańczyłam całą noc. O 15 następnego dnia obudziłam się w swoim łóżku. Głowa mnie napierdalała. Kac. Ahrg. Obok mnie leżał Justin. Cichutko wyszłam z łóżka i postanowiłam, że zrobie śniadanie. Miałam już brać patelnie ale oczywiście garnek, który był pod nią mi spadł na ziemie i obudziłam Justina.
-Shawty!? Co ty robisz.
-Chciałam śniadanie nie spodzianka.
-Ej mała zaraz idziemy na śniadanie ze wszystkimi. Która jest?
-15.
-Ze co?! Stanął na proste nogi. Ej dobra, śniadanie chyba jednak nie. Idziemy o 16 na obiad. Ubieraj się.
Poszłam wziązc prysznic. Ubrałam dresowe spodnie z nike. Do tego bluzke do pępka na tak jakby ramiączkach z napisem "Forever Young" i do tego buty air max.
Zeszłam na dół i pofalowałam końcówki moich włosów. W sumie wygladałam niezle. "skromność"
Po 15 minuatch przyszedł Justin. Miał ubrane spodnie (oczywiście było mu widać półowe bokserek) do tego czarną koszulke z szarą kiesząnką po boku. I niebieski buty NEO. Wyglądał seksownie. Podeszłam do niego i zaczełam go namiętnie całować. Potem zeszliśmy na dół i zauważyliśmy czekających przyjaciól. Wszyscy poszliśmy do restauracji.
o jaki boski...zakochałm się w nim..czekam na NN..:D
OdpowiedzUsuń